środa, 12 lutego 2014

III

Zegar wybijał godziny szczytu, czyli południa, a ja wciąż leżałam głęboko zanurzona pod kołdrą, nie dowierzając, że już za kilka godzin zacznie się moje własne piekło z Tomlinsonem.
Nie chciałam tam iść, nie miałam najmniejszego zamiaru, ale jak dotychczas dobrze poznałam mężczyznę i wiedząc na czym stoję wolę nie ryzykować i przeżyć te kilka godzin.
Bo przeżyję, tak?
Zacisnęłam mocno powieki próbując o tym jak najszybciej zapomnieć. I udało mi się to, tylko nie sama z siebie, tylko dlatego, że w moim pokoju nagle rozniosło się pukanie. Napięłam wszystkie swoje mięśnie i otworzyłam szeroko swoje oczy.
Byłam przerażona.
-Diana? To ja Maya, jesteś tam? - spytał cienki głosik, a ja westchnęłam głośno z widoczną ulgą.
-Wchodź.- zawołałam i powoli wyjęłam swoją głowę zza pierzynę. Brunetka gwałtownie otworzyła drzwi i nagle zamarła widząc moją postać.
-Matko Boska! Kim ty jesteś i co zrobiłaś z Dianą? - krzyknęła trzymając się mocno drzwi.
-May przestań, to ja. Po prostu będę mieć ciężką noc i odpoczywam.- posłałam jej słaby uśmiech siadając leniwie na łóżku.
-Ciężką noc powiadasz? - posłała mi rozbawione spojrzenie. - Z kim wybierasz się na randkę? - spytała po niecałej sekundzie a ja popatrzyłam na nią przeraźliwie.
-Nie idę na żadną randkę! - krzyknęłam natychmiastowo w geście obronnym. - Zwykła impreza u  faceta, którego praktycznie nie znam - dodałam po chwili wzruszając przy tym ramionami.
-Że co? Opowiadaj!
-Nie ma tu o czym opowiadać, wpadłam w tarapaty, przez was.
-Jak to przez nas?
-Ahhh, to ja poszłam na pół godziny do toalety i to ja poszłam zabawiać się gdzieś tam na parkiecie zostawiając zupełnie samotną przyjaciółkę - powiedziałam posyłając jej sztuczny uśmiech.
-Oh no przepraszam ! Jak wracałam spotkałam takiego świetnego chłopaka no i wyszło jak wyszło.
-Dobra, nie ważne, nie kontynuuj, błagam. Nie chcę znać szczegółów. - oznajmiłam po czym sięgnęłam po telefon leżący na półce nocnej. Najechałam na dany kod i zobaczyłam, że w górnym pasku pojawiła się mała koperta oznaczająca sm. Serce natychmiastowo przyśpieszyło a oczy rozszerzyły się tak, że za chwilę mogły wybuchnąć.
-Co jest Diana? - spytała cicho Maya uważnie na mnie spoglądając.
-Nie, nic, nic.- powiedziałam po czym najechałam na wiadomość.

W salonie czeka na ciebie niespodzianka
Myślę, że będziesz taka miła i założysz tą ozdobę do kiecki, która czeka na ciebie w szafie
Myślę, że będziesz zadowolona, sam wybierałem ;)
Louis x.

On tu znów był. 
Jak Boga kocham wraz z Sierrą sprawdzałyśmy wszystkie okna i drzwi w tym domu prawie ze sto razy. Dopiero rano przyjaciółka opuściła progi domu po to aby mogła pójść do kawiarenki na swoją zmianę.
Czyli Louis musiał przyjść wtedy kiedy spałam i byłam sama w domu.
Mój puls znacznie przyśpieszył, tak że Maya była w całkowitym szoku.
-Diana powiedz o co chodzi.
-O-on tu był. - wyszeptałam trzymając się za pierś.
-Kto był?- dopytała się.
-Louis.
-Diana, wytłumacz mi to wszystko. - rozkazała jednak zignorowałam ją. Wstałam jak najszybciej i ruszyłam do szafy, która znajdowała się naprzeciwko mojego łóżka. Otworzyłam obie połówki i ujrzałam małą czarną, która była całkowicie inaczej położona niż inne ubrania, tak, że wyróżniała się. Moje oczy natychmiastowo się zaszkliły. On był w tym pokoju, przy mnie, gdzie ja spałam. Podniosłam rękę do swoich ust i cicho załkałam. Maya natychmiastowo pojawiła się przy mnie i przyciągnęła do swoich ramion.
-Wytłumacz mi to wszystko. - oznajmiła a ja kiwnęłam twierdząco głową.

Po całej opowieści zdążyłam się wypłakać i nakrzyczeć na co przyjaciółka cierpliwie uspokajała i słuchała dalej. A zaraz po niej kazała mi iść prosto do łazienki po to aby wziąć orzeźwiający prysznic a ona w tym czasie przygotuje mi śniadanie. Posłuchałam się od razu, bo wiedziałam, że zimna woda da mi chwilę relaksu i zapomnienia. Tam mogłam racjonalne pomyśleć o tym co się zdarzyło i nie wyrządzić porządnej awantury, jednak kiedy kurek został zakręcony wszystkie myśli wróciły niczym huragan. Jednak opamiętałam się i postanowiłam jak na razie zrzucić to na drugi plan.
Starannie wytarłam każdy zakątek ciała, po czym nałożyłam na siebie bieliznę a no to jasne dżinsy i luźną, beżową bluzkę. Włosy rozczesałam dokładnie i zostawiłam rozpuszczone, pozwalając aby same mogły się wysuszyć. Następnie na twarz nałożyłam lekki makijaż i zabierając wszystkie rzeczy ruszyłam do swojego pokoju. Odłożyłam pidżamę pod poduszkę i spojrzałam z ukosa na sukienkę, którą podarował mi Tomlinson. Nie powiem, była naprawdę ładna, jednak fakt, że on był w tym samym czasie w pokoju kiedy ja doprowadzał mnie do łez. Usiadłam na rogu łóżka ciągle patrząc na rzecz. I wtedy mimowolnie moja ręka powędrowała do szyi. Opuszkami palców dotknęłam jeszcze sinego miejsca, które zostało po ustach chłopaka. Tak, to było okropne z jego strony, że wyrządził mi taką krzywdę, jednak kiedy dokładnie przerejestruję sytuację uświadamiam sobie, że to, w jakim stylu to zrobił to całkiem mi się podobało.
-Zamknij się Diana.- warknęłam sama do siebie po czym zerwałam się i ruszyłam kierując się prosto do kuchni. Jednak kiedy stanęłam na środku korytarza spoglądnęłam w bok wiedząc, że w salonie czeka na mnie kolejna niespodzianka. Zstąpiłam nogą i chwiejnym krokiem ruszyłam do pokoju. Tam zauważyłam niemały ale i nieduży czarny pokrowiec. Stanęłam przed nim i wpatrywałam się dobre pięć minut w niego.
-Diana, słuchasz mnie? - spytała nagle May na co otrząsnęłam się z transu.
-Co mówiłaś ? - spytałam głucho podnosząc prezent.
-Wolisz gofry z dżemem czy z bitą śmietaną ? - powtórzyła wkraczając do salonu. - Co do cholery? - spytała podchodząc.
-Zapomniałam dodać, że do sukienki dodał jakieś dodatki. - oznajmiłam wzruszając ramionami i lekko na nią spoglądając. 
-Na co czekasz, otwórz. - powiedziała po chwili, ale od razu kiwnęłam przecząco głową.
-Przed wyjściem otworzę. - sprostowałam odkładając pudełeczko na miejsce.
-Jak chcesz, ale teraz chodź jeść.


Popołudnie mijało tak samo szybko jak poranek. Maya na okrągło zajmowała mnie czymś abym mogła zapomnieć o Tomlinsonie. To wysłała mnie po jakąś rzecz do sklepu, tu kazała coś posprzątać, tam jeszcze coś pomyć . Jednak tak szybko jak zapominałam o problemach tak czas niemiłosiernie mijał. Nim się obejrzałam zegar wskazywał już piątą trzydzieści. Musiałam powoli przygotowywać się do imprezy, dlatego Maya natychmiastowo po raz kolejny wygoniła mnie do łazienki, gdzie ona w tym czasie przygotuje jakieś kosmetyki i szczotki różnego rodzaju. Ona zawsze lubiła się mną bawić, a szczerze mi to zbytnio nie przeszkadzało, dopóki nie przesadzała z makijażem lub nie wyrywała moich włosów. A zdarzyło się tak może dopiero jakiś raz, albo ewentualnie dwa. 
Po kolejnym prysznicu, tym razem cieplejszym wyszłam z łazienki będąc ubrana jedynie w czarną bieliznę i na to nałożonym cienkim szlafrokiem. Przyjaciółka czekała na mnie przy mojej gablotce z różnymi rzeczami. Usiadłam na krzesełku i przysunęłam się tak, aby dać jej lepszy dostęp. Uśmiechnęła się ochoczo i wskazała na dany sprzęt.
-Co sobie życzysz? - spytała.
-Nie mocno i żeby pasowało.- mruknęłam zamykając oczy. Dziewczyna jedynie mruknęła coś pod nosem i sięgnęła po pierwsze sprzęty.
Po niecałej godzinie odetchnęłam z ulgą kiedy oznajmiła, że to już koniec. Wstałam ze stołka i ruszyłam do lustra, który był umieszczony zaraz koło gablotki. Przyjrzałam się swojemu odbiciu i byłam dumna z makijażu, którego przygotowała i fryzury, która okazała się lekko zapiętym koczkiem pozwalając aby pojedyncze kosmyki mogły spływać swobodnie. Uśmiechnęłam się do Mayi, która uważnie mnie obserwowała.
-No, więc czas na sukienkę. - oznajmiłam podchodząc do szafy. Sięgnęłam po ubranie i przyłożyłam do swojego ciała.
-Dam ci chwilę, za ten czas pójdę po ten prezent. - rzekła po czym zniknęła zza drzwiami. Od razu ściągnęłam szlafroczek i małą czarną po czym nałożyłam ją na moje chude ciało. Zamkiem sięgnęłam do momentu, na które pozwalały mi ręce, a na resztę czekałam aż wróci dziewczyna. Jednak od tego czasu nie minęło nawet dziesięć sekund, kiedy wróciła z pudełkiem.
-Wyglądasz naprawdę ładnie. - zaczęła.
-Taa.
-Serio mówię, temu Louisowi stanie jak cię zobaczy. - mruknęła puszczając mi oczko.
-Maya ! - krzyknęłam na co tylko się zaśmiała. Podeszła do mnie i dopięła zamek, następnie wręczając mi w ręce opakowanie.
-Jak myślisz co to? - spytała.
-Naszyjnik zapewne, cóż, otwieramy. - mruknęłam bez entuzjazmu i wolnym ruchem otworzyłam w końcu pokrywkę. W oczy rzucił mi się złoty naszyjnik z różnymi dodatkami, jednak największym z nim było złote serduszko a w nim mała literka "L". 
-Taaa.. kolejne oznaczenie. - skomentowałam znudzona, jednak kiedy się przyjrzeć naszyjnik naprawdę mną zachwycił. Spodobał mi się.
-Daj, pomogę ci.- oznajmiła dziewczyna biorąc ode mnie wisiorek i zawieszając na szyi. Przyłożyłam palce do serduszka i zaczęłam przejeżdżać po wypukłym inicjale. I wtedy po pokoju rozniósł się dźwięk telefonu. Niemalże rzuciłam się na niego po to aby zobaczyć kontakt, którego wcale nie chciałam widzieć. 
-Halo? - odezwałam się.
-Właśnie idę do samochodu i za jakiś czas będę pod twoim domem. - mruknął, a w tle uruchomił się jakiś silnik.
-I po to dzwonisz?
-Chciałem cię usłyszeć - powiedział a ja wiedziałam, że na jego ustach pojawił się ten obleśny, figlarny uśmieszek. - I chciałem dodać, że czas twojej koleżanki u ciebie w domu się skończył, wygoń ją, proszę.- dodał i się rozłączył. Odetchnęłam ciężko i spojrzałam na Mayę.
-Musisz iść. - powiedziałam cicho.- Już tu jedzie. -dodałam.
-Dasz radę kochanie, jestem z tobą duchem. -szepnęła po czym uścisnęła mnie mocno. Wzięła swój żakiet i torebkę po czym wyszła z pokoju, a sądząc po trzaśniętych drzwiach wyjściowych, wyszła również z domu i jestem sama.
Czekając na Tomlinsona.
Zeszłam na dół i udałam się do kuchni, gdzie wyjęłam szklankę z szafki i nalałam do niej, czystej, mineralnej wody. Oparłam się o blat i powoli zaczęłam ją popijać kiedy telefon znowu zabrzęczał. Spojrzałam na wyświetlacz i ujrzałam nową wiadomość. Na szczęście był on od Mayi, która po raz kolejny postanowiła mi oznajmić, że wszystko pójdzie dobrze i dam sobie radę. Natychmiastowo jej odpisałam i położyłam telefon na blacie. Odwróciłam się aby po raz kolejny napełnić szklankę napoju, jednak kiedy była nalana do połowy po domu rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Odłożyłam powoli szklankę do zlewu i niepewnym krokiem ruszyłam w stronę frontowych drzwi. Stanęłam przed nimi i odetchnęłam ciężko.
Jednak zebrałam swoje siły i otworzyłam je żeby zobaczyć .... Marka ?



**
DOBRA NA WEJŚCIU MUSZĘ WAS BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO PRZEPROSIĆ.
NA POCZĄTKU CAŁKOWICIE NIE MIAŁĄM WENY CO DO TEGO ROZDZIAŁU, ALE KIEDY WRÓCIŁ TO BYŁ WYAPDEK THOMASA, POTEM JESZCZE BYŁAM CHORA I NIE MIAŁAM SIŁ, POTEM ZNÓW NIE MIAŁAM WENY A JAK WRÓCIŁO I PISAŁAM W OSTATNIEJ NOCKI BRAT WYŁĄCZYŁ INTERNET  I PÓŁ ROZDZIAŁU POSZŁOOOO.
NO ALE W KOŃCU MAM I BARDZO WAS PRZEPRASZAM I OBIECUJĘ Z CAŁEGO SERDUSZKA, ŻE JUŻ WIĘCEJ TAKIEJ PRZERWY NIE BĘDZIE. 
KOCHAM WAS MOCNO <3

Do tego, zrobiłam dla was w zakładkach stronę jak wyglądają bohaterzy, których znacie i których jeszcze poznacie ;)

następny rozdział na stówę pojawi się jeszcze w tym tygodniu, obiecuję. Tylko dlatego aby wam tą przerwę wynagrodzić.
I taki sucharek na zakończenie

 Jak naywają się identyczne drzewa? 
 .
 .
 .
-Klony
 Dobra, buźki :*

CZYTASZ = KOMETUJESZ
Im więcej tym rozdział się szybciej pojawi ;)

3 komentarze:

  1. Cudowny rozdział ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Mogłabyś mnie informować o nowych rozdziałach? ;) @caarolinex ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. boski ^^ czekam na nexta ; )

    OdpowiedzUsuń