Dobra, zawiodłam. Myślałam, że znam świetną fabułę do niego, no ale przyznałam, że jest ona bezsensu. Oczywiście, że napisałam IV rozdział ale po wielokrotnym przeczytaniu uznałam, że jest beznadziejny
Tak samo jak beznadziejne jest te opowiadanie.
Przepraszam was bardzo, ale nie dam rady, bynajmniej nie teraz.
Może w przyszłości znajdę coś na poprawienie tego opowiadania, ale na razie pustka w głowie.
Za to zapraszam was na całkowicie inne opowiadanie, które myślę, że przetrwa więcej niż to. Tam całą fabułę mam przepracowaną, bo długo nad nią siedziałam, i jestem już bardziej pewna, że tamta opowieść skończy się po mojej myśli
https://www.youtube.com/watch?v=n-TBLONNCXM
do tamtego zwiastun nawet zrobiłam cnie. No,
tutaj macie link : Return
zapraszam i po raz kolejny przepraszam ,że was zawiodłam
Revitalized
niedziela, 23 marca 2014
środa, 12 lutego 2014
III
Zegar wybijał godziny szczytu, czyli południa, a ja wciąż leżałam
głęboko zanurzona pod kołdrą, nie dowierzając, że już za kilka godzin
zacznie się moje własne piekło z Tomlinsonem.
Nie chciałam tam iść, nie miałam najmniejszego zamiaru, ale jak dotychczas dobrze poznałam mężczyznę i wiedząc na czym stoję wolę nie ryzykować i przeżyć te kilka godzin.
Bo przeżyję, tak?
Zacisnęłam mocno powieki próbując o tym jak najszybciej zapomnieć. I udało mi się to, tylko nie sama z siebie, tylko dlatego, że w moim pokoju nagle rozniosło się pukanie. Napięłam wszystkie swoje mięśnie i otworzyłam szeroko swoje oczy.
Byłam przerażona.
-Diana? To ja Maya, jesteś tam? - spytał cienki głosik, a ja westchnęłam głośno z widoczną ulgą.
-Wchodź.- zawołałam i powoli wyjęłam swoją głowę zza pierzynę. Brunetka gwałtownie otworzyła drzwi i nagle zamarła widząc moją postać.
-Matko Boska! Kim ty jesteś i co zrobiłaś z Dianą? - krzyknęła trzymając się mocno drzwi.
-May przestań, to ja. Po prostu będę mieć ciężką noc i odpoczywam.- posłałam jej słaby uśmiech siadając leniwie na łóżku.
-Ciężką noc powiadasz? - posłała mi rozbawione spojrzenie. - Z kim wybierasz się na randkę? - spytała po niecałej sekundzie a ja popatrzyłam na nią przeraźliwie.
-Nie idę na żadną randkę! - krzyknęłam natychmiastowo w geście obronnym. - Zwykła impreza u faceta, którego praktycznie nie znam - dodałam po chwili wzruszając przy tym ramionami.
-Że co? Opowiadaj!
-Nie ma tu o czym opowiadać, wpadłam w tarapaty, przez was.
-Jak to przez nas?
-Ahhh, to ja poszłam na pół godziny do toalety i to ja poszłam zabawiać się gdzieś tam na parkiecie zostawiając zupełnie samotną przyjaciółkę - powiedziałam posyłając jej sztuczny uśmiech.
-Oh no przepraszam ! Jak wracałam spotkałam takiego świetnego chłopaka no i wyszło jak wyszło.
-Dobra, nie ważne, nie kontynuuj, błagam. Nie chcę znać szczegółów. - oznajmiłam po czym sięgnęłam po telefon leżący na półce nocnej. Najechałam na dany kod i zobaczyłam, że w górnym pasku pojawiła się mała koperta oznaczająca sm. Serce natychmiastowo przyśpieszyło a oczy rozszerzyły się tak, że za chwilę mogły wybuchnąć.
-Co jest Diana? - spytała cicho Maya uważnie na mnie spoglądając.
-Nie, nic, nic.- powiedziałam po czym najechałam na wiadomość.
Nie chciałam tam iść, nie miałam najmniejszego zamiaru, ale jak dotychczas dobrze poznałam mężczyznę i wiedząc na czym stoję wolę nie ryzykować i przeżyć te kilka godzin.
Bo przeżyję, tak?
Zacisnęłam mocno powieki próbując o tym jak najszybciej zapomnieć. I udało mi się to, tylko nie sama z siebie, tylko dlatego, że w moim pokoju nagle rozniosło się pukanie. Napięłam wszystkie swoje mięśnie i otworzyłam szeroko swoje oczy.
Byłam przerażona.
-Diana? To ja Maya, jesteś tam? - spytał cienki głosik, a ja westchnęłam głośno z widoczną ulgą.
-Wchodź.- zawołałam i powoli wyjęłam swoją głowę zza pierzynę. Brunetka gwałtownie otworzyła drzwi i nagle zamarła widząc moją postać.
-Matko Boska! Kim ty jesteś i co zrobiłaś z Dianą? - krzyknęła trzymając się mocno drzwi.
-May przestań, to ja. Po prostu będę mieć ciężką noc i odpoczywam.- posłałam jej słaby uśmiech siadając leniwie na łóżku.
-Ciężką noc powiadasz? - posłała mi rozbawione spojrzenie. - Z kim wybierasz się na randkę? - spytała po niecałej sekundzie a ja popatrzyłam na nią przeraźliwie.
-Nie idę na żadną randkę! - krzyknęłam natychmiastowo w geście obronnym. - Zwykła impreza u faceta, którego praktycznie nie znam - dodałam po chwili wzruszając przy tym ramionami.
-Że co? Opowiadaj!
-Nie ma tu o czym opowiadać, wpadłam w tarapaty, przez was.
-Jak to przez nas?
-Ahhh, to ja poszłam na pół godziny do toalety i to ja poszłam zabawiać się gdzieś tam na parkiecie zostawiając zupełnie samotną przyjaciółkę - powiedziałam posyłając jej sztuczny uśmiech.
-Oh no przepraszam ! Jak wracałam spotkałam takiego świetnego chłopaka no i wyszło jak wyszło.
-Dobra, nie ważne, nie kontynuuj, błagam. Nie chcę znać szczegółów. - oznajmiłam po czym sięgnęłam po telefon leżący na półce nocnej. Najechałam na dany kod i zobaczyłam, że w górnym pasku pojawiła się mała koperta oznaczająca sm. Serce natychmiastowo przyśpieszyło a oczy rozszerzyły się tak, że za chwilę mogły wybuchnąć.
-Co jest Diana? - spytała cicho Maya uważnie na mnie spoglądając.
-Nie, nic, nic.- powiedziałam po czym najechałam na wiadomość.
W salonie czeka na ciebie niespodzianka
Myślę, że będziesz taka miła i założysz tą ozdobę do kiecki, która czeka na ciebie w szafie
Myślę, że będziesz zadowolona, sam wybierałem ;)
Louis x.
On tu znów był.
Jak Boga kocham wraz z Sierrą sprawdzałyśmy wszystkie okna i drzwi w tym domu prawie ze sto razy. Dopiero rano przyjaciółka opuściła progi domu po to aby mogła pójść do kawiarenki na swoją zmianę.
Czyli Louis musiał przyjść wtedy kiedy spałam i byłam sama w domu.
Mój puls znacznie przyśpieszył, tak że Maya była w całkowitym szoku.
-Diana powiedz o co chodzi.
-O-on tu był. - wyszeptałam trzymając się za pierś.
-Kto był?- dopytała się.
-Louis.
-Diana,
wytłumacz mi to wszystko. - rozkazała jednak zignorowałam ją. Wstałam
jak najszybciej i ruszyłam do szafy, która znajdowała się naprzeciwko
mojego łóżka. Otworzyłam obie połówki i ujrzałam małą czarną, która była
całkowicie inaczej położona niż inne ubrania, tak, że wyróżniała się.
Moje oczy natychmiastowo się zaszkliły. On był w tym pokoju, przy mnie,
gdzie ja spałam. Podniosłam rękę do swoich ust i cicho załkałam. Maya
natychmiastowo pojawiła się przy mnie i przyciągnęła do swoich ramion.
-Wytłumacz mi to wszystko. - oznajmiła a ja kiwnęłam twierdząco głową.
Po
całej opowieści zdążyłam się wypłakać i nakrzyczeć na co przyjaciółka
cierpliwie uspokajała i słuchała dalej. A zaraz po niej kazała mi iść
prosto do łazienki po to aby wziąć orzeźwiający prysznic a ona w tym
czasie przygotuje mi śniadanie. Posłuchałam się od razu, bo wiedziałam,
że zimna woda da mi chwilę relaksu i zapomnienia. Tam mogłam racjonalne
pomyśleć o tym co się zdarzyło i nie wyrządzić porządnej awantury,
jednak kiedy kurek został zakręcony wszystkie myśli wróciły niczym
huragan. Jednak opamiętałam się i postanowiłam jak na razie zrzucić to
na drugi plan.
Starannie
wytarłam każdy zakątek ciała, po czym nałożyłam na siebie bieliznę a no
to jasne dżinsy i luźną, beżową bluzkę. Włosy rozczesałam dokładnie i
zostawiłam rozpuszczone, pozwalając aby same mogły się wysuszyć.
Następnie na twarz nałożyłam lekki makijaż i zabierając wszystkie rzeczy
ruszyłam do swojego pokoju. Odłożyłam pidżamę pod poduszkę i spojrzałam
z ukosa na sukienkę, którą podarował mi Tomlinson. Nie powiem, była
naprawdę ładna, jednak fakt, że on był w tym samym czasie w pokoju kiedy
ja doprowadzał mnie do łez. Usiadłam na rogu łóżka ciągle patrząc na
rzecz. I wtedy mimowolnie moja ręka powędrowała do szyi. Opuszkami
palców dotknęłam jeszcze sinego miejsca, które zostało po ustach
chłopaka. Tak, to było okropne z jego strony, że wyrządził mi taką
krzywdę, jednak kiedy dokładnie przerejestruję sytuację uświadamiam
sobie, że to, w jakim stylu to zrobił to całkiem mi się podobało.
-Zamknij
się Diana.- warknęłam sama do siebie po czym zerwałam się i ruszyłam
kierując się prosto do kuchni. Jednak kiedy stanęłam na środku korytarza
spoglądnęłam w bok wiedząc, że w salonie czeka na mnie kolejna
niespodzianka. Zstąpiłam nogą i chwiejnym krokiem ruszyłam do pokoju.
Tam zauważyłam niemały ale i nieduży czarny pokrowiec. Stanęłam przed
nim i wpatrywałam się dobre pięć minut w niego.
-Diana, słuchasz mnie? - spytała nagle May na co otrząsnęłam się z transu.
-Co mówiłaś ? - spytałam głucho podnosząc prezent.
-Wolisz gofry z dżemem czy z bitą śmietaną ? - powtórzyła wkraczając do salonu. - Co do cholery? - spytała podchodząc.
-Zapomniałam dodać, że do sukienki dodał jakieś dodatki. - oznajmiłam wzruszając ramionami i lekko na nią spoglądając.
-Na co czekasz, otwórz. - powiedziała po chwili, ale od razu kiwnęłam przecząco głową.
-Przed wyjściem otworzę. - sprostowałam odkładając pudełeczko na miejsce.
-Jak chcesz, ale teraz chodź jeść.
Popołudnie
mijało tak samo szybko jak poranek. Maya na okrągło zajmowała mnie
czymś abym mogła zapomnieć o Tomlinsonie. To wysłała mnie po jakąś rzecz
do sklepu, tu kazała coś posprzątać, tam jeszcze coś pomyć . Jednak tak
szybko jak zapominałam o problemach tak czas niemiłosiernie mijał. Nim
się obejrzałam zegar wskazywał już piątą trzydzieści. Musiałam powoli
przygotowywać się do imprezy, dlatego Maya natychmiastowo po raz kolejny
wygoniła mnie do łazienki, gdzie ona w tym czasie przygotuje jakieś
kosmetyki i szczotki różnego rodzaju. Ona zawsze lubiła się mną bawić, a
szczerze mi to zbytnio nie przeszkadzało, dopóki nie przesadzała z
makijażem lub nie wyrywała moich włosów. A zdarzyło się tak może dopiero
jakiś raz, albo ewentualnie dwa.
Po
kolejnym prysznicu, tym razem cieplejszym wyszłam z łazienki będąc
ubrana jedynie w czarną bieliznę i na to nałożonym cienkim szlafrokiem.
Przyjaciółka czekała na mnie przy mojej gablotce z różnymi rzeczami.
Usiadłam na krzesełku i przysunęłam się tak, aby dać jej lepszy dostęp.
Uśmiechnęła się ochoczo i wskazała na dany sprzęt.
-Co sobie życzysz? - spytała.
-Nie mocno i żeby pasowało.- mruknęłam zamykając oczy. Dziewczyna jedynie mruknęła coś pod nosem i sięgnęła po pierwsze sprzęty.
Po
niecałej godzinie odetchnęłam z ulgą kiedy oznajmiła, że to już koniec.
Wstałam ze stołka i ruszyłam do lustra, który był umieszczony zaraz
koło gablotki. Przyjrzałam się swojemu odbiciu i byłam dumna z makijażu,
którego przygotowała i fryzury, która okazała się lekko zapiętym
koczkiem pozwalając aby pojedyncze kosmyki mogły spływać swobodnie.
Uśmiechnęłam się do Mayi, która uważnie mnie obserwowała.
-No, więc czas na sukienkę. - oznajmiłam podchodząc do szafy. Sięgnęłam po ubranie i przyłożyłam do swojego ciała.
-Dam
ci chwilę, za ten czas pójdę po ten prezent. - rzekła po czym zniknęła
zza drzwiami. Od razu ściągnęłam szlafroczek i małą czarną po czym
nałożyłam ją na moje chude ciało. Zamkiem sięgnęłam do momentu, na które
pozwalały mi ręce, a na resztę czekałam aż wróci dziewczyna. Jednak od
tego czasu nie minęło nawet dziesięć sekund, kiedy wróciła z pudełkiem.
-Wyglądasz naprawdę ładnie. - zaczęła.
-Taa.
-Serio mówię, temu Louisowi stanie jak cię zobaczy. - mruknęła puszczając mi oczko.
-Maya ! - krzyknęłam na co tylko się zaśmiała. Podeszła do mnie i dopięła zamek, następnie wręczając mi w ręce opakowanie.
-Jak myślisz co to? - spytała.
-Naszyjnik
zapewne, cóż, otwieramy. - mruknęłam bez entuzjazmu i wolnym ruchem
otworzyłam w końcu pokrywkę. W oczy rzucił mi się złoty naszyjnik z
różnymi dodatkami, jednak największym z nim było złote serduszko a w nim
mała literka "L".
-Taaa..
kolejne oznaczenie. - skomentowałam znudzona, jednak kiedy się przyjrzeć
naszyjnik naprawdę mną zachwycił. Spodobał mi się.
-Daj,
pomogę ci.- oznajmiła dziewczyna biorąc ode mnie wisiorek i zawieszając
na szyi. Przyłożyłam palce do serduszka i zaczęłam przejeżdżać po
wypukłym inicjale. I wtedy po pokoju rozniósł się dźwięk telefonu.
Niemalże rzuciłam się na niego po to aby zobaczyć kontakt, którego wcale
nie chciałam widzieć.
-Halo? - odezwałam się.
-Właśnie idę do samochodu i za jakiś czas będę pod twoim domem. - mruknął, a w tle uruchomił się jakiś silnik.
-I po to dzwonisz?
-Chciałem
cię usłyszeć - powiedział a ja wiedziałam, że na jego ustach pojawił
się ten obleśny, figlarny uśmieszek. - I chciałem dodać, że czas twojej
koleżanki u ciebie w domu się skończył, wygoń ją, proszę.- dodał i się
rozłączył. Odetchnęłam ciężko i spojrzałam na Mayę.
-Musisz iść. - powiedziałam cicho.- Już tu jedzie. -dodałam.
-Dasz
radę kochanie, jestem z tobą duchem. -szepnęła po czym uścisnęła mnie
mocno. Wzięła swój żakiet i torebkę po czym wyszła z pokoju, a sądząc po
trzaśniętych drzwiach wyjściowych, wyszła również z domu i jestem sama.
Czekając na Tomlinsona.
Zeszłam
na dół i udałam się do kuchni, gdzie wyjęłam szklankę z szafki i
nalałam do niej, czystej, mineralnej wody. Oparłam się o blat i powoli
zaczęłam ją popijać kiedy telefon znowu zabrzęczał. Spojrzałam na
wyświetlacz i ujrzałam nową wiadomość. Na szczęście był on od Mayi,
która po raz kolejny postanowiła mi oznajmić, że wszystko pójdzie dobrze
i dam sobie radę. Natychmiastowo jej odpisałam i położyłam telefon na
blacie. Odwróciłam się aby po raz kolejny napełnić szklankę napoju,
jednak kiedy była nalana do połowy po domu rozniósł się dźwięk dzwonka
do drzwi. Odłożyłam powoli szklankę do zlewu i niepewnym krokiem
ruszyłam w stronę frontowych drzwi. Stanęłam przed nimi i odetchnęłam
ciężko.
Jednak zebrałam swoje siły i otworzyłam je żeby zobaczyć .... Marka ?
**
DOBRA NA WEJŚCIU MUSZĘ WAS BARDZO, BARDZO, BARDZO, BARDZO PRZEPROSIĆ.
NA
POCZĄTKU CAŁKOWICIE NIE MIAŁĄM WENY CO DO TEGO ROZDZIAŁU, ALE KIEDY
WRÓCIŁ TO BYŁ WYAPDEK THOMASA, POTEM JESZCZE BYŁAM CHORA I NIE MIAŁAM
SIŁ, POTEM ZNÓW NIE MIAŁAM WENY A JAK WRÓCIŁO I PISAŁAM W OSTATNIEJ
NOCKI BRAT WYŁĄCZYŁ INTERNET I PÓŁ ROZDZIAŁU POSZŁOOOO.
NO ALE W KOŃCU MAM I BARDZO WAS PRZEPRASZAM I OBIECUJĘ Z CAŁEGO SERDUSZKA, ŻE JUŻ WIĘCEJ TAKIEJ PRZERWY NIE BĘDZIE.
KOCHAM WAS MOCNO <3
Do tego, zrobiłam dla was w zakładkach stronę jak wyglądają bohaterzy, których znacie i których jeszcze poznacie ;)
następny rozdział na stówę pojawi się jeszcze w tym tygodniu, obiecuję. Tylko dlatego aby wam tą przerwę wynagrodzić.
I taki sucharek na zakończenie
Jak naywają się identyczne drzewa?
.
.
.
-Klony
Dobra, buźki :*
CZYTASZ = KOMETUJESZ
Im więcej tym rozdział się szybciej pojawi ;)
sobota, 4 stycznia 2014
II
Wczorajszego
wieczoru spowiadałam się przyjaciółce z wydarzeń. Z każdą nową wiadomością była
bardziej przerażona tak samo jak ja, dlatego kiedy skończyłam zgodziła się ze
mną zostać w domu dopóki mój ojciec nie wróci z Ameryki. Następnie po raz
tysięczny sprawdziliśmy wszystkie drzwi i okna w tym domu i poszłyśmy do mojego
pokoju, gdzie tam również się zamknęłyśmy i spróbowałyśmy zasnąć...
Teraz
siedzę w ławce i próbuję słuchać wykładowcę. Miejsce obok mnie było kompletnie
puste, co oznaczało, że Mark nieźle zabalował. Miałam dwójce znajomym za złe,
że zostawili mnie samą przy barze, jednak los tak chciał...
Rysowałam
kółka i serduszka po kartce, kiedy wyczułam wibracje w mojej kieszeni.
Spojrzałam na nauczyciela, który wskazywał historię starożytnego Rzymu na
slajdach, po czym sięgnęłam po kryjomu po telefon. Byłam pewna, że to mój
nieobliczalny przyjaciel pytający o salę, w której mamy wykład. Jednak na mojej
twarzy wyrysował się szok, kiedy ujrzałam nieznany mi numer. Nacisnęłam na
wiadomość i zaczęłam czytać kolejne wersy.
Cześć aniołku x.
Czyżby pan Smith tak przynudzał, że
myślisz o niebieskich migdałach?
A może o mnie, co aniołku?
Też tęsknię za twoim dotykiem,
zapachem.
Mam nadzieję, że już nie długo się
spotkamy...
Chętna?
A, i tak nie masz wyboru :)
Louis xx.
Moje
serce przyśpieszyło, a oddech stał się płytszy. Rozejrzałam się po sali i
odetchnęłam z ulgą. Nie ma go tu... Jednak skąd wie co robię? Gdzie
jestem? Skąd ma mój numer? Spoglądałam na wiadomość, a we mnie zamiast strachu
pojawiała się złość. Nawet nie wiem kiedy przycisnęłam „odpisz” i
zaczęłam pisać.
Posłuchaj, nie wiem, skąd masz mój numer
Skąd o mnie wiesz.
Skąd wiesz gdzie mieszkam.
Skąd wiesz co teraz robię.
Ale proszę, odpierz się ode mnie,
Nie jestem tą laską, która potrzebuje
przygody z niebezpiecznym gostkiem
Xx
Po
wysłaniu schowałam telefon głęboko w kieszeń i próbowałam się wsłuchać w
nauczyciela. Jednak kiedy prawie zapomniałam o Tomlinsonie, moje podręczne
urządzenie ponownie zawibrowało, a mój puls podskoczył. Ostrożnie go wyjęłam i
włączyłam wiadomość.
Oh
jakże widniała u moja ulga kiedy zobaczyłam, że nadawcą był Mark.
Hej kochanie, poratuj człowieka.
Gdzie mamy wykład??
Strasznie boli mnie głowa...
Tak propo czego tak szybko zwiałaś z
imprezy?
Było megaa !
x.
Westchnęłam
cicho i szybko wystukałam numer sali, w której aktualnie przebywamy. I już gdy
miałam go ponownie chować, ponownie rozniosły się po nim wibracje.
Nie waż się do mnie tak pisać skarbie.
Pamiętasz?
Jesteś moja.
Prędzej czy później sama to przyznasz.
Nie
odpisałam.
Nie
wiedziałam co.
Po
raz kolejny westchnęłam i wrzuciłam telefon tym razem do torby. Następnie
powróciłam smętnym wzrokiem na wykładowcę. Minuty mijały nieubłaganie, jednak
już po pięciu minutach rozniósł się dzwonek wytchnienia. Powolnym krokiem
spakowałam swoje rzeczy i kiedy podniosłam torbę zauważyłam, że w sali
pozostałam tylko ja i pan Smith. Przyśpieszyłam kroku jednak kiedy stanęłam
przy drzwiach usłyszałam głos mężczyzny.
-Diana,
pozwól, że zajmę ci minutkę.
-Oczywiście
panie profesorze. Coś się stało? – spytałam z wielką gulą w gardle.
-Nie,
tylko mam dla ciebie wyśmienitą propozycję. – oznajmił po czym zaczął grzebać w
swoich dokumentach. Leniwie podeszłam do jego biurka i patrzyłam na stare ale
zwinne palce. – Więc tak Diano. Dostałem propozycję stażu w kancelarii Gollesa.
Znasz? – spytał , a ja energicznie kiwnęłam głową.
-T-to
najlepsza kancelaria w Londynie. – szepnęłam na co nauczyciel potwierdził.
-Właśnie,
dlatego mam nadzieję, że się zgadasz.
-Ja?
– spytałam zdziwiona, na co profesor się zaśmiał.
-Tak,
Diano. Kiedy dostałem te papiery od razu pomyślałem o tobie.
-J-ja
nie wiem panie profesorze. Boję się, że się nie nadam.
-Bzdury
gadasz dziewczyno. Jesteś wyśmienitą uczennicą. – powiedział a ja ciągle
patrzyłam na niego z szokiem nie mogąc wymówić ani jednego słowa.- To nie
zawiedziesz starego człowieka i się zgodzisz? – dodał.
-Mogę
spróbować.- mówię, na co w jego ustach pojawia się uśmiech wdzięczności.
-Bardzo
się cieszę, Diano. Weź te papiery, przeczytaj je, a następnie umówimy się na
rozmowę, dobrze?
-Tak,
oczywiście. – potaknęłam, odbierając papiery.
-Nie
zajmuję ci więcej czasu, możesz już iść.
-Dziękuję
panie profesorze. – mówię po czym wychodzę poza drzwi. Korytarze są już puste,
co oznacza, że kolejne zajęcia już się rozpoczęły. Odetchnęłam ciężko i
skierowałam się w stronę wyjścia. Nie miałam zamiaru wchodzić już w trakcie
zajęć, a nie chciałam też czekać godziny do następnej lekcji, dlatego
natychmiastowo pomyślałam o zerwaniu się z pozostałych zajęć. Leniwie
przeglądałam dokumenty zawierające moją ugodę w kancelarii. Jednak kiedy
zbliżałam się wyjścia z budynku sięgnęłam do torby po moją teczkę, po to abym
mogła włożyć je tam z powrotem nie martwiąc się tym, że mogę je pognieść.
I
kiedy wychodziłam zadowolona ze szkoły usłyszałam głos, który ledwo znałam, ale
doskonale go poznawałam.
-Nie
wolno tak skarbie zrywać się z zajęć.- oznajmił, a moje papiery momentalnie
wypadły mi z rąk.
-C-co
ty tu robisz? – spytałam sucho odwracając się w jego stronę.
-No,
no, miłe powitanie kochanie.
-Nie
mów tak do mnie. – oznajmiłam twardo schylając się po rzeczy, które przed
chwilą mi wypadły.
-Mogę
mówić do ciebie jak tylko chcę, pamiętasz? Jesteś moja.
-Do
cholery jasnej nie jestem twoja ! Nie jestem niczyja ! Jestem człowiekiem a nie
rzeczą ! – wybuchnęłam, a on w odpowiedzi się zaśmiał.
-I
tu się Diano mylisz.
-Z
niczym się nie mylę. – odparłam kładąc swoje ręce na ramionach.
-Jesteś
tego pewna?- spytał stawiając w moją stronę krok. Mimowolnie zrobiłam także
krok do tyłu zwiększając pomiędzy nami przestrzeń. – Oh, przestań już w końcu
ode mnie uciekać.
-Jak
mnie wczoraj znalazłeś?
-A
nie wiedziałem, że zastanę taką piękną dziewczynę jak ty w klubie.- wzruszył
ramionami.
-Nie,
o to mi chodzi. Skąd wiesz gdzie mieszkam? Zgubiliśmy cię.
-Ah...
o to.. więc, twój taksówkarz, ma marny wzrok, wystarczyło trochę bardziej
zwolnić i udawać, że się skręca, choć tak naprawdę zgasiłem światła. –
wyjaśnił, a mi serce podskoczyło do gardła. Śledził nas do końca....
-Skąd
wiesz, gdzie studiuję? Z kim miałam teraz lekcję? Skąd wiesz co robiłam? –
zalałam go pytaniami a on po prostu się zaśmiał.
-Tu
już mam swoje wtyki.
-Po
co to robisz?
-Mówiłem
ci.
-Dlaczego
ja?
-Bo
jesteś moim ideałem.- powiedział, a mnie po prostu zamurowało. Stałam i gapiłam
się na niego jak na jakiś posąg, a on czekał na moje słowa w niecierpliwieniu
uznając po tym jak stąpał nogami na prawo i lewo.
-Nie
musiałeś tego robić w taki sposób.
-Owszem,
musiałem. Jestem Louis Tomlinson, ze mną nie jest tak łatwo. – wyjawił swoje
nazwisko, a do mojej głowy nagle naszła przemowa taksówkarza „Tomlinson to
jeden z najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie. Powala jednym ciosem i
podobno miesza się w różne nielegalne rzeczy. Jeśli to on to z całego serca
pani współczuję.”
-A
co jeśli ja cię nie lubię i chcę odejść i nigdy więcej nie widzieć ciebie na
oczy?
-To
między innymi masz pecha. Jesteś już moja i sama się do tego przyzwyczaisz, nie
długo sama będziesz chciała mnie na swoim każdym kroku.
-O
nie, nie Tomlinson. Nie owiniesz mnie wokół własnego palca, nie ma takiej mowy.
-Zobaczymy
słoneczko. – oznajmił po chwili, po czym natychmiastowo się do mnie przybliżył
i przysunął swoje usta do mojego policzka. Musnął je a następnie schylił się
aby musnąć piekące miejsce schowane za kotarą moich włosów. – Nie kryj tego,
niech ludzie wiedzą. – dodał biorąc kosmyki włosów kładąc je z powrotem, lecz
teraz na plecach, całkiem odsłaniając zaczerwienione miejsce. – Do widzenia
Diano. – oznajmił po chwili odwracając się napięcie i ruszając do swojego
czarnego wielkiego auta.
A
co ja robiłam? Stałam jak słup soli i nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam się na
niego jak odchodził w pełni oszołomienia. Jednak kiedy wyjechał poza teren
parkingu do mojego ciała wtargnęło powietrze, które nie wdychałam od kiedy
Louis przekroczył moją barierę bezpieczeństwa. Podparłam się ramieniem o murek
przy schodach i zaczęłam szybko oddychać, próbując unormować swoje serce, a
kiedy to w końcu nadeszło zakryłam po raz kolejny malinkę i wolnym krokiem
ruszyłam ku przystankowi oglądając się dookoła czy na pewno czarny Range Rover
mnie nie obserwuje.
-Diana?
Diana to ty?- spytałam cienki głosik dochodzący z salonu.
-Tak,
spokojnie, to ja.- powiedziałam
ściągając fioletowe vansy z stóp.
-Muszę
ci coś natychmiast powiedzieć, szukałam w internecie wiadomości o tym twoim
Louisie.
-On
nie jest mój.- szybko zaprzeczyłam opadając na sofę koło przyjaciółki.
-Dobra,
nie ważne. Więc szukałam, szukałam i znalazłam. Nawet zapisałam to w zakładce.
Czekaj..- powiedziała, i od razu zaczęła coś przeglądać klikając jak
najszybciej w klawiaturę.
-Spotkałam
go. – powiedziałam cicho, a po domu rozniosła się cisza.
-Co?!
– krzyknęła przeraźliwie.
-Był
na parkingu, rozmawialiśmy i co chwile powtarzał, że jestem jego. A kiedy
spytałam go, dlaczego ja, powiedział, że dla niego jestem idealna.
-O
mój boże.-to był jedyny dźwięk, który wydostał się z jej ust, a ja wzruszyłam
ramionami zaciskając przy tym też wargi, nie wiedząc nawet dlaczego. Chciałam
tym jakoś powstrzymać łzy, które chciały się wydostać i nawet troszkę to
pomogło. – Muszę ci to przeczytać. – powiedziała cicho po chwili.
-Mów.
-Słuchaj...
Louis Tomlinson, najniebezpieczniejszy i najgroźniejszy człowiek w Londynie,
jak nie w całej Anglii. Wraz z pięcioma przyjaciółmi prowadzi gang, który
zajmuje się dilerką. Wraz z nimi organizuje też nielegalne wyścigi z innymi
gangami decydującymi o dany podział Londynu. Już ci mówię o co chodzi. –
powiedziała, po czym znów usłyszałam szelest klawiatury.- Podział Londynu u najgroźniejszych
gangów. Chodzi tu o to, że miasto podzielone jest na kilkanaście części i
wszystkie są zajęte przez jakiś tam gang. Przeciwnicy starują w nielegalnych
wyścigach, gdzie wygrany otrzymuję jakąś część Londynu. Podobno najwięcej ziemi
ma gang Louisa Tomlinsona. – wyczytała na jednym wydechu a mi zamarło serce.
-W
jakiej jesteśmy części?- spytałam cicho.
-Nie
wiemy kto jaką część ma.
-Dobra,
dokończ o nim.
-Okej...
więc tak. Louis Tomlinson jest najbardziej poszukiwanym u straży prawa, jednak
jest niczym ninja i za żadne skarby nie mogą go znaleźć. Dlatego policja
odkłada sprawę na bok, a Tomlinson żyje sobie na wolności.
-To
wszystko? – spytałam cicho kiedy zamilkła.
-Taa...
nic tu takiego już ważnego nie ma- mruknęła, a ja kiwnęłam twierdząco głową
przyjmując do głowy dane informacje. Schowałam twarz w rękach i zaczęłam
oddychać głośno i nierównomiernie.
-Więc...
– zaczęła przyjaciółka.
-Co
więc?- warknęłam.
-Ładny
chociaż?
-Sierra
! – krzyknęłam spoglądając na nią, a ona przybrała niewinny wyraz twarzy.
-No
co no.
-To
nie jest śmieszne. Uwziął się na mnie jakiś niebezpieczny gościu, który może mi
zrobić coś bardzo złego jak nie będę się jego słuchać.
-Oddaj
mu się i da ci spokój.
-Co?
Zwariowałaś! Nie będę tracić dziedzictwa dla takiego dupka, ten pierwszy raz
miał być wyjątkowy a nie, na szybko i w zapomnienie.
-Aaa
może Louis będzie tym wyjątkowym?
-Czy
ty kompletnie oszalałaś?!
-Diana,
ale może on nie jest taki jaki się wydaje? – spytała, a ja spiorunowałam ją
wzrokiem.
-To
nie ciebie wczoraj nękał w klubie, to nie on śledził cię do domu, to nie on
wkradł się do twojego domu, to nie on nie wiem jakim cudem wytrzasnął twój
numer telefonu, to nie on wie gdzie chodzisz na studia, to nie on zatrzymał cię
na parkingu! – krzyknęłam, ale od razu tego pożałowałam, nigdy nienawidziłam
tego robić moim bliskim, ale niestety jestem osobą, która szybko wybucha.-
Przepraszam. – szepnęłam po chwili
-Diana...
czytałam też, że Tomlinson miał narzeczoną. – powiedziała patrząc na stół, a
moje gałki oczne znacznie się poszerzyły.
-Czemu
mi tego nie przeczytałaś? – spytałam z wyrzutem.
-J-ja
naprawdę nie wiem. – wyszeptała a ja rzuciłam się na laptopa patrząc na daną
stronę.
„Zanim Tomlinson stał się niebezpiecznym
człowiekiem był całkiem normalny, nie wliczając tego, że ciągle uczestniczył w
nielegalnych wyścigach. Miał przy sobie piękną brunetkę o imieniu Eleanor i
nadchodzące na świat dziecko. Jednak pewnego dnia, kiedy jechali do szpitala na
badania kontrolne (był to grudniowy dzień) na drodze było ślisko. Tomlinson
jechał za szybko i wpadli w poślizg. Louis
leżał długo w śpiączce, natomiast jego dziewczyna była na początku
zdrowa, jednak dziecko zginęło. A w tym samym dniu kiedy Tomlinson się obudził,
Eleanor zmarła.
Kiedy
Tomlinson wyzdrowiał popadł w nałóg. I tak oto powstał nowy Louis. Czy da się
go powrócić do żywych?”
Nie
wiem ile razy to przeczytałam. Pięć, sześć? A wciąż nie mogłam uwierzyć. To
było takie nierealne, no ale jednak to się wydarzyło. I kiedy ponownie chciałam
to przeczytać po pokoju rozniósł się dźwięk mojego telefonu świadczący o tym,
że dotarł do mnie sms. Odłożyłam laptopa obok siebie i sięgnęłam po urządzenie,
gdzie następnie odblokowałam telefon i zaczęłam czytać daną wiadomość.
Cześć aniołku
Mam dla ciebie super wiadomość !
Bądź jutro gotowa na 19, będę pod domem
Jeśli chcesz wiedzieć to będziesz moją
towarzyszką na imprezie
Louis x.
-Co
jest? – spytała Sierra
-Idę
jutro na imprezę.
-Z
Markiem i z Mayą? – dopytała się a ja kiwnęłam przecząco głową. – To z kim?
-Z
Louisem.- wyszeptałam.
**
Cześć
i czołem.
W
końcu wam dodaję ten rozdział, po wieeeeeeeeeeeeelu poprawkach i myślę, że
ujdzie.
Dziś
trochę krótszy, no bo miałam taką ochotę, ale może coś rozwinie się w
następnych rozdziałach, zobaczymy.
Teraz
was już was nie zanudzam, ale monotonnie zapodam wam suchara
-Lektor
XDDDDD
dobra, narazka
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
sobota, 28 grudnia 2013
I
-Wszystkie wyniki są pozytywne, organizm przyjął doskonale przeszczep,
nie powiem jestem z Pani dumny. – powiedział lekarz szeroko się uśmiechając.
-B-będę żyć ? – spytałam cicho.
-Tak, proszę Pani. Jestem pewny, że pożyje Pani minimum sto lat ! –
zaśmiał się, a moje oczy natychmiastowo się zaszkliły. – Cieszymy się, że
przeszczep się udał, jednak to od Pani zależy czy tak pozostanie. Mimo, że organizm
dał sobie radę jest bardzo słaby, dlatego ma Pani za zadanie dbać o niego.
Żadnego alkoholu, żadnych używek i broń Boże żadnych innych niebezpiecznych
rzeczy.
-Oczywiście panie doktorze, nawet mi na myśl nie przyszło o takiej
rzeczy. Dotychczas mogłam bez tego żyć to i teraz wcale to nie będzie trudne,
bardzo dziękuję państwu za pomoc. Gdyby nie wy... już dawno byłabym nawozem. –
powiedziałam cicho przecierając oko.
-Nie płacz kochanie, już wszystko jest w porządku. Idź, rusz w świat,
załóż rodzinę, dokończ studia, pracuj i ciesz się życiem. To jest
najważniejsze. – rzekł lekarz po czym podał mi chusteczkę na otarcie łez, które
wydostały się poza oczy i zaczęły mi psuć makijaż.
-Naprawdę dziękuję.
-Bóg zapłać dziecinko, odwiedzaj nas co miesiąc czy dwa na badania
kontrolne, będziesz zdawać mi relacje z życia.
-Oczywiście panie doktorze.
-Oh, przejdźmy na ty, jesteśmy prawie w tym samym wieku i znamy się
dosyć długo. David jestem. – powiedział wyciągając w moją stronę swoją rękę.
-Diana.- odrzekłam oddając uścisk i uśmiechając się szeroko.
-Idź Diana w świat, ale wróć za dokładny miesiąc. – powiedział po czym
krótko mnie uścisnął. Oddałam uścisk po czym wyswobodziłam się i wyszłam z
gabinetu jeszcze raz dziękując i żegnając się.
Po opuszczeniu muru szpitala odetchnęłam z wyraźną ulgą. Już tutaj
nie wrócę, szepnęłam i po raz kolejny otarłam oko powstrzymując łzę, która
chciała spłynąć po twarzy.
Byłam wolna.
Z dala od tych urządzeń, które podtrzymywały moje życie. Byłam bez
opieki kochanej Sue, która była na każde moje zawołanie, bez tej obawy, że
zasnę i już nie wstanę.
-Będę żyć ! – krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
Spokojnie można nazwać mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To
cudowne uczucie, kiedy nikt nie dawał ci żadnej szansy, a tutaj ciągle jesteś,
zdrowa. Ruszyłam na przód lekko podskakując. Cieszyłam się jak małe dziecko,
które dostało zabawkę o którym od dawna marzyło.
Bo właśnie dostałam, życie.
W tym momencie natychmiastowo sobie przypomniałam o obietnicy, którą
złożyłam przed wyjściem mojej przyjaciółce. Sięgnęłam do swojej podręcznej
torby i wyszukałam w niej mały telefonik. Wybrałam właściwy numer i przysunęłam
urządzenie do ucha.
Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...
-Halo?- spytał cichutki głos.
-Maya? Jesteś mocno zajęta?
-Diana! Nie, oczywiście, że nie! Już wyszłaś od lekarza?
-Tak, właśnie wyszłam ..
-I co? Co mówili ? Jak przeszczep? Wszystko jest dobrze? – zalała mnie
pytaniami a ja dźwięcznie się zaśmiałam.
-Świat jest cudowny Maya, będę żyć. Wszystkie wyniki są doskonałe,
organizm świetnie przyjął przeszczep. Będę żyć, słyszysz? Żyć !
-Jesu Diana, przychodź do mnie jak najszybciej ! Muszę cię wyciskać
słońce ty moje!- zawołała a ja po raz kolejny się zaśmiałam.
-Już idę,
spokojnie. – powiedziałam po czym nacisnęłam czerwony przycisk.
~7 miesięcy później~
Muzyka odbiła
się echem po klubie, a ja kiwałam się w rytm muzyki w prawo i lewo popijając
swój sok pomarańczowy. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego namówiłam się na
przyjście tutaj. Mark od godziny zostawił mnie i Mayę przy barze i tańcuje z
innymi kobietami na parkiecie, a wspomniana przyjaciółka poszła do łazienki
dwadzieścia minut temu i po tym ślad po niej zaniknął. Grzebałam w swoim
telefonie poszukując czegoś co mnie zainteresuje. Na marne. Odłożyłam go na
blat i wypiłam kolejny duży łyk z szklanki.
-Co pani taka
samotna?- usłyszałam za sobą głos, a raczej krzyk. Odwróciłam głowę i ujrzałam
wysokiego bruneta, który posyłał mi zniewalający uśmiech.
-Przyjaciele
mnie zostawili i gdzieś się tam zabawiają.- odrzekłam wzruszając ramionami i
wracając do poprzedniej pozy. Jednak nie zostałam długo samotna. Krzesło obok
mnie odsunęło się kawałek do tyłu, powracając po chwili do tego samego miejsca,
lecz na nim siedział widziany chwilę temu mężczyzna.
-Drinka? –
spytał spoglądając na mnie.
-Nie,
dziękuję. Nie piję.
-Taksówka cię
odwiezie do domu.
-Hm?- spytałam
zdezorientowana tekstem bruneta.
-Jeżeli jesteś
autem, to mogę przysiąc, że jeśli wypijesz ze mną jednego drinka, taksówka
dostarczy cię bezpiecznie pod twój dom.- wyjaśnił, a zachichotałam.
-Nie jestem
kierowcą... nawet nie mam prawa jazdy.
-To czemu nie
wypijesz ze mną?- dopytywał się a ja podniosłam brew dokładnie skanując jego
twarz.
-A czego ty
jesteś taki ciekawski ? – odpyskowałam, gdzie tym razem to on cicho się
zaśmiał.
-Zapytałem
pierwszy... więc?
-Sprawy
osobiste. Nieznajomym wstęp wzbroniony.- rzuciłam. – Twoja kolej.- dodałam po
chwili.
-Niezbyt
zainteresowała mnie ta odpowiedź. Może tak jednak coś od ciebie wyciągnę?
-Nie ma mowy,
no mów.
-Co?- spytał
udając głupiego.
-Odpowiedz na
moje pytanie.- powiedziałam, po czym dopiłam swój sok.
-W przyszłości
się dowiesz skarbie. Masz moje słowo. Więc może skusisz się na sok? Ja stawiam.
– oznajmił a ja kiwnęłam lekko głową. Od razu zwrócił się do barmana zamawiając
sobie drinka a mi sok. – Czemu jesteś tak zamyślona ?- spytał.
-Myślę nad
tym, czemu mówisz w przyszłości. Spotykam cię pierwszy i ostatni raz.
-Żebyś
kochanie się nie przeliczyła. Spodobałaś mi się. Bardzo.- powiedział swoim
uwodzicielskim głosem.
-Księciu, to
nie moja bajka, nie lecę na takie teksty.- sprostowałam po czym wzięłam za
swoje manatki i odeszłam od blatu.
Kierowałam się
w głąb parkietu aby zgubić prześladujące oczy. Jednak kiedy byłam pewna, że go
zgubiłam poczułam jak czyjaś ręka uwięźnia mój nadgarstek i popycha na ścianę.
-Nikt mi nie
ucieka, rozumiesz?- zawarczał mi do ucha, a po moim ciele mignęły zimne
dreszcze. To był ten moment, kiedy do mojego życia powrócił strach. -
Odpowiedz.
-R-rozumiem.
-Chodź.
Zatańcz ze mną.- rzekł po czym pociągnął mnie w stronę tańczącego tłumu. Na
miejscu odwrócił mnie i przyciągnął do swojego torsu układając swoje ręce na
moich biodrach.
-Gdzie moje
maniery aniołku. Louis jestem. – wyszeptał mi do ucha.- A
ty?
-Diana.
-Hmm.. Diana.
Wojowniczka, z charakteru też?
-Tak, dlatego
mnie lepiej zostaw.
-Po moim
trupie aniołku. – powiedział po czym odwrócił mnie przodem do siebie. Jego oczy
znacznie pociemniały od kiedy widziałam je ostatniego razu. Zaczął przybliżać
swoją twarz do mojej i kiedy myślałam, że mnie pocałuje zniżył swoją głowę i
przyssał się do mojej szyi. Jęknęłam cicho kiedy na swojej skórze poczułam jego
zęby, które lekko ją przegryzały. Wplątałam swoje ręce w jego włosy i lekko za
nie pociągnęłam myśląc, że ten gest odciągnie go ode mnie, jednak to tylko
pogorszyło sprawę. Mruknął cicho i bardziej wpił w skórę co wykorzystało się
moim głośniejszym jękiem.
Gdy w końcu
naszła ulga, kiedy odczepił zęby poczułam jak językiem przejeżdża po zranionym
miejscu, a następnie chucha po niej swoim zimnym przepełnionym alkoholem
oddechem. Zacisnęłam zęby i spojrzałam na sprawcę. Uśmiechał się w pełni
zadowolenia tym co zrobił przed chwilą.
-Podobało się
Diana? Mam nadzieję, że tak, bo od teraz jesteś moja.- mruknął puszczając
oczko.
-Dupek.-
sprostowałam po czym natychmiastowo się odwróciłam i zaczęłam biegiem
przepychać się w tłumie spoconych ludzi. Kiedy widziałam już drzwi sięgnęłam po
telefon i sprawdziłam godzinę.
23:41
Spóźniłam
się na ostatni autobus, który mógłby odwieźć mnie do domu. Wybrałam szybko
numer linii pobliskich taksówek i zamówiłam jak najszybciej jedną z nich.
Następnie popchnęłam wielkie metalowe drzwi i poczułam nagły przypływ zimnego
powietrza. Ciasno oplotłam się swoimi ramionami i zaczęłam stukać obcasami o
zimny podest. W mojej głowie, pojawił się obraz dzisiejszego wieczoru,
namawianie, zgoda, przyjście, on.
I
te słowa „od teraz jesteś moja”. Założyłam na siebie marynarkę i kiedy
zobaczyłam w dali dwa światełka równolegle do siebie położone usłyszałam huk
drzwi i krzyk.
-Diana
! – zawołał głos, który już dobrze poznałam. Przez ciało przeszedł kolejny
dreszcz i fala strachu. Energetycznie zaczęłam machać rękoma, tak, żeby
taksówka jak najszybciej mnie odnalazła. Kiedy był już zaledwie dziesięć metrów
od mojej osoby, pojazd zatrzymał się, a ja natychmiastowo otworzyłam drzwi i
wsiadłam do środka.
-Niech
pan jak najszybciej rusza ! – prawie krzyknęłam. Samochód ruszył z piskiem opon
i już po chwili wyjechał zza posesji klubu odetchnęłam z wyraźną ulgą. Już
go nigdy nie spotkam...
-To
pański chłopak? – spytał taksówkarz, a ja spojrzałam na niego ze znużonym
wzrokiem.
-Nie,
dlaczego pan pyta?
-Ponieważ
od kiedy wyjechaliśmy śledzi nas tym czarnym Range Roverem i ma pani ...
malinkę. – powiedział patrząc na mnie z przedniego lusterka. Moje oczy
natychmiastowo się rozszerzyły. Obróciłam głowę do tyłu i zauważyłam inne auto,
które było gdzieś pięćdziesiąt metrów od nas.
-Zapłacę
za wszystkie mandaty, ale błagam niech pan go zgubi.- rzuciłam błagalnie na co
skinął głową i znacznie przyśpieszył.
W
moich oczach pojawiły się łzy a serce stanowczo przyśpieszyło. Oddech również
stał się szybszy i płytki. Czemu on nie może dać mi cholernego spokoju ?! Jeśli
poszukuje przygody na jedną noc, to jestem pewna, że w tym klubie było o sto
kroć piękniejsze i chętne kobiety.
I
wtedy doszła do mnie druga część zdania, malinka.
Natychmiastowo
chwyciłam pieczące miejsce i syknęłam z bólu. Przyjrzałam się swojemu odbiciu w
lusterku.
-O
mój boże.- jęknęłam zrezygnowana doprowadzając się do cichego łkania.
-Coś
nie tak panienko?
-Tak,
właśnie tak. Po jaką cholerę namówiłam się znajomym na ten wypad? Siedziałabym
sobie teraz na kanapie oglądając jakąś beznadziejną komedię romantyczną
popijając gorącą czekoladą, ale nie ! Muszę uciekać przed jakiś ledwo poznanym
facetem, który zrobił mi malinkę, goni mnie i do tego powiedział, ze jestem już
tylko jego własnością ! – krzyknęłam i schowałam twarz w dłonie.
-Wie
pani jak on ma na imię? Może trzeba to zgłosić na policję? – oznajmił a ja
popatrzyłam na niego.
-Wiem
tylko, że Louis. Wysoki brunet, niebieskie oczy, dużo tatuaży na ciele.
-Ten
Louis? – powiedział z obawą w głosie. – Louis Tomlinson ?
-J-ja
nie wiem... to Londyn, wiele tu jest mężczyzn o takim imieniu.
-Ale
z opisu znam tylko jednego, i tego najpopularniejszego.
-O
czym pan mówi?
-Tomlinson
to jeden z najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie. Powala jednym ciosem i
podobno miesza się w różne nielegalne rzeczy. Jeśli to on to z całego serca
pani współczuję.
-Dlaczego?
-Jeśli
Tomlinson obiecuje coś, że jakaś rzecz jest jego to tak musi być.
-Ale
ja nie jestem rzeczą!
-Według
tej malinki jest pani oznaczona, przykro mi.- powiedział ze współczującym
tonem.
-To
na co pan czeka ? Niech pan jedzie na posterunek !
-Nie
mogę proszę pani, policja tu nic nie zrobi a ja mogę umrzeć. Przykro mi.
-Powtarza
się pan z tym ‘przykro mi’. Błagam, niech pan coś zrobi.
-Niech
mi pani szybko poda adres, myślę, że go zgubiliśmy.
-Down
Street 43*
Kierowca
skręcił w drugą uliczkę i nie zwalniając tempa jechał na przód. Oparłam głowę o
zagłówek zamykając przy tym oczy i odetchnęłam głośno.
Mam
przechlapane.
-Proszę
pani jesteśmy na miejscu.- oznajmił mężczyzna, a ja zamrugałam oczami.
-Bardzo
panu dziękuję za pomoc. Proszę. – podałam banknot z napiwkiem i wyszłam z
samochodu.
-Niech
pani dokładnie zamknie dom.
-Oczywiście,
dziękuję.- rzuciłam i biegiem ruszyłam do drzwi. Kiedy je zamknęłam spojrzałam
w okienko. Taksówka odpaliła i odjechała spod mojej kamieniczki. Spojrzałam
jeszcze raz na mahoniowe drzwi i podeszłam do nich. Kilka razy ruszyłam klamką,
sprawdzając czy dobrze je zamknęłam. Na wszelki wypadek jeszcze raz
przekręciłam kluczyk i ruszyłam na górę. Weszłam do swojego pokoju po cichu od
razu zapalając światło. Nigdy nie bałam się być w swoim domu tak jak teraz.
Diana,
zgubiliście go, nie bój się ,
mówił głosik w mojej podświadomości. Jednak mimo wszystko jego słowa dobitnie
zapadły mi w pamięci. Kiedy ze skanowałam pokój i uświadomiłam sobie, że jestem
sama ruszyłam do okna.
Pokój
Sierry rozjaśniało światło, dlatego natychmiastowo sięgnęłam do torebki po
telefon następnie wybierając do niej numer.
Sierra
to od młodości moja tak zwana przyjaciółka z sąsiedztwa. Znamy się od kołyski,
ponieważ jesteśmy w tym samym wieku, tylko że ja urodziłam się dziesięć dni
wcześniej od niej. Tak, nasze mamy nawet leżały na tej samej porodówce. Do tego
zawsze się z nią dogaduję i zawsze się świetnie bawimy.
-Co
jest? –spytała spoglądając w okno i machając do mnie.
-Sierra,
chodź do mnie na noc. Boję się.
-Diana?
Czekaj już idę, tylko powiem rodzicom. – oznajmiła po czym natychmiastowo się
rozłączyła. Widziałam jak bierze podręczną torbę i pcha do niej pierwsze lepsze
ciuchy. Następnie wychodzi z pokoju gasząc przy tym światło. Odeszłam do okna i
rzuciłam się na łóżko. Skuliłam się w kłębek i zaczęłam cicho popłakiwać.
Ostatnim
razem bałam się tak osiem miesięcy temu przed operacją, która miała zadecydować
o moim życiu. Od tamtej pory zapomniałam jak okropne było to uczucie i nie
chciałam żeby kiedykolwiek powróciło.
Jednak
los chciał inaczej...
W
domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Podniosłam się przecierając oczy i ruszyłam
cicho w stronę drzwi.
-Diana
to ja, Sierra.- powiedziała cicho. Natychmiast otworzyłam drzwi i przytuliłam
przyjaciółkę.
-Sierra,
tak bardzo się boję, - powiedziałam łamanym głosem.
-Csii..
chodź do pokoju, zaparzę herbatę i wszystko mi wyjaśnisz. – oznajmiła po czym
poszła w stronę kuchni a ja ruszyłam do salonu zapalając światło. Moje oczy
powędrowały na drzwi balkonowe, które były otwarte...
-Sierra
! – zawołałam. Dziewczyna natychmiastowo wbiegła do pokoju i popatrzyła na mnie
szeroko otwartymi oczami.
-Drzwi...
są otwarte. Przed pójściem na górę je sprawdzałam i były zamknięte. Jak boga
kocham.
-O
boże. – sprostowała po czym podbiegła do drzwi i je zamknęła z prędkością światła.
Następnie zasłoniła rolety i spojrzała na mnie.
-Diana,
o co do cholery chodzi?
-To
dosyć długa historia, radzę usiąść.- mówię po czym sama zasiadam na kanapie.
Już kiedy z moich ust miało wydobyć się jakiekolwiek słowo zauważyłam karteczkę
na stole. Sięgnęłam po nią i zaczęłam czytać mały liścik napisany schludnym
pismem.
Nie bój się mnie aniołku
Nie zrobię ci krzywdy
Louis x.
Ps . Jesteś moja.
-O
cię cholera.
**
Trututututututututu majtki z drutu !
Tak oto miło was witam.
Więc widzicie, szykuje się nowe opowiadanko, a głównym jego bohaterem będzie Louis :3
Rozdziały będą dodawane tylko wtedy kiedy będę miała czas.
To na razie tyle.
Mam nadzieję, że napiszecie swoją opinię w komentarzu, bo to dla mnie ważne czy pisać dalej czy mam się raczej zamknąć.
Koniec ogłoszeń parafialnych, teraz czas na mojego suchara.
Idzie Chopin i BACH.
czytasz = komentujesz :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)