sobota, 4 stycznia 2014

II


Wczorajszego wieczoru spowiadałam się przyjaciółce z wydarzeń. Z każdą nową wiadomością była bardziej przerażona tak samo jak ja, dlatego kiedy skończyłam zgodziła się ze mną zostać w domu dopóki mój ojciec nie wróci z Ameryki. Następnie po raz tysięczny sprawdziliśmy wszystkie drzwi i okna w tym domu i poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie tam również się zamknęłyśmy i spróbowałyśmy zasnąć...
Teraz siedzę w ławce i próbuję słuchać wykładowcę. Miejsce obok mnie było kompletnie puste, co oznaczało, że Mark nieźle zabalował. Miałam dwójce znajomym za złe, że zostawili mnie samą przy barze, jednak los tak chciał...
Rysowałam kółka i serduszka po kartce, kiedy wyczułam wibracje w mojej kieszeni. Spojrzałam na nauczyciela, który wskazywał historię starożytnego Rzymu na slajdach, po czym sięgnęłam po kryjomu po telefon. Byłam pewna, że to mój nieobliczalny przyjaciel pytający o salę, w której mamy wykład. Jednak na mojej twarzy wyrysował się szok, kiedy ujrzałam nieznany mi numer. Nacisnęłam na wiadomość i zaczęłam czytać kolejne wersy.

Cześć aniołku x.
Czyżby pan Smith tak przynudzał, że myślisz o niebieskich migdałach?
A może o mnie, co aniołku?
Też tęsknię za twoim dotykiem, zapachem.
Mam nadzieję, że już nie długo się spotkamy...
Chętna?
A, i tak nie masz wyboru :)
                                                                     Louis xx. 

Moje serce przyśpieszyło, a oddech stał się płytszy. Rozejrzałam się po sali i odetchnęłam z ulgą. Nie ma go tu... Jednak skąd wie co robię? Gdzie jestem? Skąd ma mój numer? Spoglądałam na wiadomość, a we mnie zamiast strachu pojawiała się złość. Nawet nie wiem kiedy przycisnęłam „odpisz” i zaczęłam pisać.

Posłuchaj, nie wiem, skąd masz mój numer
Skąd o mnie wiesz.
Skąd wiesz gdzie mieszkam.
Skąd wiesz co teraz robię.
Ale proszę, odpierz się ode mnie,
Nie jestem tą laską, która potrzebuje przygody z niebezpiecznym gostkiem
Xx
Po wysłaniu schowałam telefon głęboko w kieszeń i próbowałam się wsłuchać w nauczyciela. Jednak kiedy prawie zapomniałam o Tomlinsonie, moje podręczne urządzenie ponownie zawibrowało, a mój puls podskoczył. Ostrożnie go wyjęłam i włączyłam wiadomość.
Oh jakże widniała u moja ulga kiedy zobaczyłam, że nadawcą był Mark.

Hej kochanie, poratuj człowieka.
Gdzie mamy wykład??
Strasznie boli mnie głowa...
Tak propo czego tak szybko zwiałaś z imprezy?
Było megaa !
x.

Westchnęłam cicho i szybko wystukałam numer sali, w której aktualnie przebywamy. I już gdy miałam go ponownie chować, ponownie rozniosły się po nim wibracje.

Nie waż się do mnie tak pisać skarbie.
Pamiętasz?
Jesteś moja.
Prędzej czy później sama to przyznasz.

Nie odpisałam.
Nie wiedziałam co.
Po raz kolejny westchnęłam i wrzuciłam telefon tym razem do torby. Następnie powróciłam smętnym wzrokiem na wykładowcę. Minuty mijały nieubłaganie, jednak już po pięciu minutach rozniósł się dzwonek wytchnienia. Powolnym krokiem spakowałam swoje rzeczy i kiedy podniosłam torbę zauważyłam, że w sali pozostałam tylko ja i pan Smith. Przyśpieszyłam kroku jednak kiedy stanęłam przy drzwiach usłyszałam głos mężczyzny.
-Diana, pozwól, że zajmę ci minutkę.
-Oczywiście panie profesorze. Coś się stało? – spytałam z wielką gulą w gardle.
-Nie, tylko mam dla ciebie wyśmienitą propozycję. – oznajmił po czym zaczął grzebać w swoich dokumentach. Leniwie podeszłam do jego biurka i patrzyłam na stare ale zwinne palce. – Więc tak Diano. Dostałem propozycję stażu w kancelarii Gollesa. Znasz? – spytał , a ja energicznie kiwnęłam głową.
-T-to najlepsza kancelaria w Londynie. – szepnęłam na co nauczyciel potwierdził.
-Właśnie, dlatego mam nadzieję, że się zgadasz.
-Ja? – spytałam zdziwiona, na co profesor się zaśmiał.
-Tak, Diano. Kiedy dostałem te papiery od razu pomyślałem o tobie.
-J-ja nie wiem panie profesorze. Boję się, że się nie nadam.
-Bzdury gadasz dziewczyno. Jesteś wyśmienitą uczennicą. – powiedział a ja ciągle patrzyłam na niego z szokiem nie mogąc wymówić ani jednego słowa.- To nie zawiedziesz starego człowieka i się zgodzisz? – dodał.
-Mogę spróbować.- mówię, na co w jego ustach pojawia się uśmiech wdzięczności.
-Bardzo się cieszę, Diano. Weź te papiery, przeczytaj je, a następnie umówimy się na rozmowę, dobrze?
-Tak, oczywiście. – potaknęłam, odbierając papiery.
-Nie zajmuję ci więcej czasu, możesz już iść.
-Dziękuję panie profesorze. – mówię po czym wychodzę poza drzwi. Korytarze są już puste, co oznacza, że kolejne zajęcia już się rozpoczęły. Odetchnęłam ciężko i skierowałam się w stronę wyjścia. Nie miałam zamiaru wchodzić już w trakcie zajęć, a nie chciałam też czekać godziny do następnej lekcji, dlatego natychmiastowo pomyślałam o zerwaniu się z pozostałych zajęć. Leniwie przeglądałam dokumenty zawierające moją ugodę w kancelarii. Jednak kiedy zbliżałam się wyjścia z budynku sięgnęłam do torby po moją teczkę, po to abym mogła włożyć je tam z powrotem nie martwiąc się tym, że mogę je pognieść.
I kiedy wychodziłam zadowolona ze szkoły usłyszałam głos, który ledwo znałam, ale doskonale go poznawałam.
-Nie wolno tak skarbie zrywać się z zajęć.- oznajmił, a moje papiery momentalnie wypadły mi z rąk.
-C-co ty tu robisz? – spytałam sucho odwracając się w jego stronę.
-No, no, miłe powitanie kochanie.
-Nie mów tak do mnie. – oznajmiłam twardo schylając się po rzeczy, które przed chwilą mi wypadły.
-Mogę mówić do ciebie jak tylko chcę, pamiętasz? Jesteś moja.
-Do cholery jasnej nie jestem twoja ! Nie jestem niczyja ! Jestem człowiekiem a nie rzeczą ! – wybuchnęłam, a on w odpowiedzi się zaśmiał.
-I tu się Diano mylisz.
-Z niczym się nie mylę. – odparłam kładąc swoje ręce na ramionach.
-Jesteś tego pewna?- spytał stawiając w moją stronę krok. Mimowolnie zrobiłam także krok do tyłu zwiększając pomiędzy nami przestrzeń. – Oh, przestań już w końcu ode mnie uciekać.
-Jak mnie wczoraj znalazłeś?
-A nie wiedziałem, że zastanę taką piękną dziewczynę jak ty w klubie.- wzruszył ramionami.
-Nie, o to mi chodzi. Skąd wiesz gdzie mieszkam? Zgubiliśmy cię.
-Ah... o to.. więc, twój taksówkarz, ma marny wzrok, wystarczyło trochę bardziej zwolnić i udawać, że się skręca, choć tak naprawdę zgasiłem światła. – wyjaśnił, a mi serce podskoczyło do gardła. Śledził nas do końca....
-Skąd wiesz, gdzie studiuję? Z kim miałam teraz lekcję? Skąd wiesz co robiłam? – zalałam go pytaniami a on po prostu się zaśmiał.
-Tu już mam swoje wtyki.
-Po co to robisz?
-Mówiłem ci.
-Dlaczego ja?
-Bo jesteś moim ideałem.- powiedział, a mnie po prostu zamurowało. Stałam i gapiłam się na niego jak na jakiś posąg, a on czekał na moje słowa w niecierpliwieniu uznając po tym jak stąpał nogami na prawo i lewo.
-Nie musiałeś tego robić w taki sposób.
-Owszem, musiałem. Jestem Louis Tomlinson, ze mną nie jest tak łatwo. – wyjawił swoje nazwisko, a do mojej głowy nagle naszła przemowa taksówkarza „Tomlinson to jeden z najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie. Powala jednym ciosem i podobno miesza się w różne nielegalne rzeczy. Jeśli to on to z całego serca pani współczuję.”
-A co jeśli ja cię nie lubię i chcę odejść i nigdy więcej nie widzieć ciebie na oczy?
-To między innymi masz pecha. Jesteś już moja i sama się do tego przyzwyczaisz, nie długo sama będziesz chciała mnie na swoim każdym kroku.
-O nie, nie Tomlinson. Nie owiniesz mnie wokół własnego palca, nie ma takiej mowy.
-Zobaczymy słoneczko. – oznajmił po chwili, po czym natychmiastowo się do mnie przybliżył i przysunął swoje usta do mojego policzka. Musnął je a następnie schylił się aby musnąć piekące miejsce schowane za kotarą moich włosów. – Nie kryj tego, niech ludzie wiedzą. – dodał biorąc kosmyki włosów kładąc je z powrotem, lecz teraz na plecach, całkiem odsłaniając zaczerwienione miejsce. – Do widzenia Diano. – oznajmił po chwili odwracając się napięcie i ruszając do swojego czarnego wielkiego auta.
A co ja robiłam? Stałam jak słup soli i nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam się na niego jak odchodził w pełni oszołomienia. Jednak kiedy wyjechał poza teren parkingu do mojego ciała wtargnęło powietrze, które nie wdychałam od kiedy Louis przekroczył moją barierę bezpieczeństwa. Podparłam się ramieniem o murek przy schodach i zaczęłam szybko oddychać, próbując unormować swoje serce, a kiedy to w końcu nadeszło zakryłam po raz kolejny malinkę i wolnym krokiem ruszyłam ku przystankowi oglądając się dookoła czy na pewno czarny Range Rover mnie nie obserwuje.


-Diana? Diana to ty?- spytałam cienki głosik dochodzący z salonu.
-Tak, spokojnie, to ja.-  powiedziałam ściągając fioletowe vansy z stóp.
-Muszę ci coś natychmiast powiedzieć, szukałam w internecie wiadomości o tym twoim Louisie.
-On nie jest mój.- szybko zaprzeczyłam opadając na sofę koło przyjaciółki.
-Dobra, nie ważne. Więc szukałam, szukałam i znalazłam. Nawet zapisałam to w zakładce. Czekaj..- powiedziała, i od razu zaczęła coś przeglądać klikając jak najszybciej w klawiaturę.
-Spotkałam go. – powiedziałam cicho, a po domu rozniosła się cisza.
-Co?! – krzyknęła przeraźliwie.
-Był na parkingu, rozmawialiśmy i co chwile powtarzał, że jestem jego. A kiedy spytałam go, dlaczego ja, powiedział, że dla niego jestem idealna.
-O mój boże.-to był jedyny dźwięk, który wydostał się z jej ust, a ja wzruszyłam ramionami zaciskając przy tym też wargi, nie wiedząc nawet dlaczego. Chciałam tym jakoś powstrzymać łzy, które chciały się wydostać i nawet troszkę to pomogło. – Muszę ci to przeczytać. – powiedziała cicho po chwili.
-Mów.
-Słuchaj... Louis Tomlinson, najniebezpieczniejszy i najgroźniejszy człowiek w Londynie, jak nie w całej Anglii. Wraz z pięcioma przyjaciółmi prowadzi gang, który zajmuje się dilerką. Wraz z nimi organizuje też nielegalne wyścigi z innymi gangami decydującymi o dany podział Londynu. Już ci mówię o co chodzi. – powiedziała, po czym znów usłyszałam szelest klawiatury.- Podział Londynu u najgroźniejszych gangów. Chodzi tu o to, że miasto podzielone jest na kilkanaście części i wszystkie są zajęte przez jakiś tam gang. Przeciwnicy starują w nielegalnych wyścigach, gdzie wygrany otrzymuję jakąś część Londynu. Podobno najwięcej ziemi ma gang Louisa Tomlinsona. – wyczytała na jednym wydechu a mi zamarło serce.
-W jakiej jesteśmy części?- spytałam cicho.
-Nie wiemy kto jaką część ma.
-Dobra, dokończ o nim.
-Okej... więc tak. Louis Tomlinson jest najbardziej poszukiwanym u straży prawa, jednak jest niczym ninja i za żadne skarby nie mogą go znaleźć. Dlatego policja odkłada sprawę na bok, a Tomlinson żyje sobie na wolności.
-To wszystko? – spytałam cicho kiedy zamilkła.
-Taa... nic tu takiego już ważnego nie ma- mruknęła, a ja kiwnęłam twierdząco głową przyjmując do głowy dane informacje. Schowałam twarz w rękach i zaczęłam oddychać głośno i nierównomiernie.
-Więc... – zaczęła przyjaciółka.
-Co więc?- warknęłam.
-Ładny chociaż?
-Sierra ! – krzyknęłam spoglądając na nią, a ona przybrała niewinny wyraz twarzy.
-No co no.
-To nie jest śmieszne. Uwziął się na mnie jakiś niebezpieczny gościu, który może mi zrobić coś bardzo złego jak nie będę się jego słuchać.
-Oddaj mu się i da ci spokój.
-Co? Zwariowałaś! Nie będę tracić dziedzictwa dla takiego dupka, ten pierwszy raz miał być wyjątkowy a nie, na szybko i w zapomnienie.
-Aaa może Louis będzie tym wyjątkowym?
-Czy ty kompletnie oszalałaś?!
-Diana, ale może on nie jest taki jaki się wydaje? – spytała, a ja spiorunowałam ją wzrokiem.
-To nie ciebie wczoraj nękał w klubie, to nie on śledził cię do domu, to nie on wkradł się do twojego domu, to nie on nie wiem jakim cudem wytrzasnął twój numer telefonu, to nie on wie gdzie chodzisz na studia, to nie on zatrzymał cię na parkingu! – krzyknęłam, ale od razu tego pożałowałam, nigdy nienawidziłam tego robić moim bliskim, ale niestety jestem osobą, która szybko wybucha.- Przepraszam. – szepnęłam po chwili
-Diana... czytałam też, że Tomlinson miał narzeczoną. – powiedziała patrząc na stół, a moje gałki oczne znacznie się poszerzyły.
-Czemu mi tego nie przeczytałaś? – spytałam z wyrzutem.
-J-ja naprawdę nie wiem. – wyszeptała a ja rzuciłam się na laptopa patrząc na daną stronę.

 „Zanim Tomlinson stał się niebezpiecznym człowiekiem był całkiem normalny, nie wliczając tego, że ciągle uczestniczył w nielegalnych wyścigach. Miał przy sobie piękną brunetkę o imieniu Eleanor i nadchodzące na świat dziecko. Jednak pewnego dnia, kiedy jechali do szpitala na badania kontrolne (był to grudniowy dzień) na drodze było ślisko. Tomlinson jechał za szybko i wpadli w poślizg. Louis  leżał długo w śpiączce, natomiast jego dziewczyna była na początku zdrowa, jednak dziecko zginęło. A w tym samym dniu kiedy Tomlinson się obudził, Eleanor zmarła.
Kiedy Tomlinson wyzdrowiał popadł w nałóg. I tak oto powstał nowy Louis. Czy da się go powrócić do żywych?”

Nie wiem ile razy to przeczytałam. Pięć, sześć? A wciąż nie mogłam uwierzyć. To było takie nierealne, no ale jednak to się wydarzyło. I kiedy ponownie chciałam to przeczytać po pokoju rozniósł się dźwięk mojego telefonu świadczący o tym, że dotarł do mnie sms. Odłożyłam laptopa obok siebie i sięgnęłam po urządzenie, gdzie następnie odblokowałam telefon i zaczęłam czytać daną wiadomość.


Cześć aniołku
Mam dla ciebie super wiadomość !
Bądź jutro gotowa na 19, będę pod domem
Jeśli chcesz wiedzieć to będziesz moją towarzyszką na imprezie
Louis x.

-Co jest? – spytała Sierra
-Idę jutro na imprezę.
-Z Markiem i z Mayą? – dopytała się a ja kiwnęłam przecząco głową. – To z kim?
-Z Louisem.- wyszeptałam.

**
Cześć i czołem.
W końcu wam dodaję ten rozdział, po wieeeeeeeeeeeeelu poprawkach i myślę, że ujdzie.
Dziś trochę krótszy, no bo miałam taką ochotę, ale może coś rozwinie się w następnych rozdziałach, zobaczymy.
Teraz was już was nie zanudzam, ale monotonnie zapodam wam suchara

-Kto obejrzal wszystkie odcinki Mody na sukces?







-Lektor

XDDDDD
dobra, narazka

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

 


4 komentarze:

  1. omg, to ff jest naprawdę genialne! Już wiem, że zostało jednym z moich ulubionych! x

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku to naprawdę super FF.
    Uwielbiam je x
    @This_Bullshiit

    OdpowiedzUsuń