Wczorajszego
wieczoru spowiadałam się przyjaciółce z wydarzeń. Z każdą nową wiadomością była
bardziej przerażona tak samo jak ja, dlatego kiedy skończyłam zgodziła się ze
mną zostać w domu dopóki mój ojciec nie wróci z Ameryki. Następnie po raz
tysięczny sprawdziliśmy wszystkie drzwi i okna w tym domu i poszłyśmy do mojego
pokoju, gdzie tam również się zamknęłyśmy i spróbowałyśmy zasnąć...
Teraz
siedzę w ławce i próbuję słuchać wykładowcę. Miejsce obok mnie było kompletnie
puste, co oznaczało, że Mark nieźle zabalował. Miałam dwójce znajomym za złe,
że zostawili mnie samą przy barze, jednak los tak chciał...
Rysowałam
kółka i serduszka po kartce, kiedy wyczułam wibracje w mojej kieszeni.
Spojrzałam na nauczyciela, który wskazywał historię starożytnego Rzymu na
slajdach, po czym sięgnęłam po kryjomu po telefon. Byłam pewna, że to mój
nieobliczalny przyjaciel pytający o salę, w której mamy wykład. Jednak na mojej
twarzy wyrysował się szok, kiedy ujrzałam nieznany mi numer. Nacisnęłam na
wiadomość i zaczęłam czytać kolejne wersy.
Cześć aniołku x.
Czyżby pan Smith tak przynudzał, że
myślisz o niebieskich migdałach?
A może o mnie, co aniołku?
Też tęsknię za twoim dotykiem,
zapachem.
Mam nadzieję, że już nie długo się
spotkamy...
Chętna?
A, i tak nie masz wyboru :)
Louis xx.
Moje
serce przyśpieszyło, a oddech stał się płytszy. Rozejrzałam się po sali i
odetchnęłam z ulgą. Nie ma go tu... Jednak skąd wie co robię? Gdzie
jestem? Skąd ma mój numer? Spoglądałam na wiadomość, a we mnie zamiast strachu
pojawiała się złość. Nawet nie wiem kiedy przycisnęłam „odpisz” i
zaczęłam pisać.
Posłuchaj, nie wiem, skąd masz mój numer
Skąd o mnie wiesz.
Skąd wiesz gdzie mieszkam.
Skąd wiesz co teraz robię.
Ale proszę, odpierz się ode mnie,
Nie jestem tą laską, która potrzebuje
przygody z niebezpiecznym gostkiem
Xx
Po
wysłaniu schowałam telefon głęboko w kieszeń i próbowałam się wsłuchać w
nauczyciela. Jednak kiedy prawie zapomniałam o Tomlinsonie, moje podręczne
urządzenie ponownie zawibrowało, a mój puls podskoczył. Ostrożnie go wyjęłam i
włączyłam wiadomość.
Oh
jakże widniała u moja ulga kiedy zobaczyłam, że nadawcą był Mark.
Hej kochanie, poratuj człowieka.
Gdzie mamy wykład??
Strasznie boli mnie głowa...
Tak propo czego tak szybko zwiałaś z
imprezy?
Było megaa !
x.
Westchnęłam
cicho i szybko wystukałam numer sali, w której aktualnie przebywamy. I już gdy
miałam go ponownie chować, ponownie rozniosły się po nim wibracje.
Nie waż się do mnie tak pisać skarbie.
Pamiętasz?
Jesteś moja.
Prędzej czy później sama to przyznasz.
Nie
odpisałam.
Nie
wiedziałam co.
Po
raz kolejny westchnęłam i wrzuciłam telefon tym razem do torby. Następnie
powróciłam smętnym wzrokiem na wykładowcę. Minuty mijały nieubłaganie, jednak
już po pięciu minutach rozniósł się dzwonek wytchnienia. Powolnym krokiem
spakowałam swoje rzeczy i kiedy podniosłam torbę zauważyłam, że w sali
pozostałam tylko ja i pan Smith. Przyśpieszyłam kroku jednak kiedy stanęłam
przy drzwiach usłyszałam głos mężczyzny.
-Diana,
pozwól, że zajmę ci minutkę.
-Oczywiście
panie profesorze. Coś się stało? – spytałam z wielką gulą w gardle.
-Nie,
tylko mam dla ciebie wyśmienitą propozycję. – oznajmił po czym zaczął grzebać w
swoich dokumentach. Leniwie podeszłam do jego biurka i patrzyłam na stare ale
zwinne palce. – Więc tak Diano. Dostałem propozycję stażu w kancelarii Gollesa.
Znasz? – spytał , a ja energicznie kiwnęłam głową.
-T-to
najlepsza kancelaria w Londynie. – szepnęłam na co nauczyciel potwierdził.
-Właśnie,
dlatego mam nadzieję, że się zgadasz.
-Ja?
– spytałam zdziwiona, na co profesor się zaśmiał.
-Tak,
Diano. Kiedy dostałem te papiery od razu pomyślałem o tobie.
-J-ja
nie wiem panie profesorze. Boję się, że się nie nadam.
-Bzdury
gadasz dziewczyno. Jesteś wyśmienitą uczennicą. – powiedział a ja ciągle
patrzyłam na niego z szokiem nie mogąc wymówić ani jednego słowa.- To nie
zawiedziesz starego człowieka i się zgodzisz? – dodał.
-Mogę
spróbować.- mówię, na co w jego ustach pojawia się uśmiech wdzięczności.
-Bardzo
się cieszę, Diano. Weź te papiery, przeczytaj je, a następnie umówimy się na
rozmowę, dobrze?
-Tak,
oczywiście. – potaknęłam, odbierając papiery.
-Nie
zajmuję ci więcej czasu, możesz już iść.
-Dziękuję
panie profesorze. – mówię po czym wychodzę poza drzwi. Korytarze są już puste,
co oznacza, że kolejne zajęcia już się rozpoczęły. Odetchnęłam ciężko i
skierowałam się w stronę wyjścia. Nie miałam zamiaru wchodzić już w trakcie
zajęć, a nie chciałam też czekać godziny do następnej lekcji, dlatego
natychmiastowo pomyślałam o zerwaniu się z pozostałych zajęć. Leniwie
przeglądałam dokumenty zawierające moją ugodę w kancelarii. Jednak kiedy
zbliżałam się wyjścia z budynku sięgnęłam do torby po moją teczkę, po to abym
mogła włożyć je tam z powrotem nie martwiąc się tym, że mogę je pognieść.
I
kiedy wychodziłam zadowolona ze szkoły usłyszałam głos, który ledwo znałam, ale
doskonale go poznawałam.
-Nie
wolno tak skarbie zrywać się z zajęć.- oznajmił, a moje papiery momentalnie
wypadły mi z rąk.
-C-co
ty tu robisz? – spytałam sucho odwracając się w jego stronę.
-No,
no, miłe powitanie kochanie.
-Nie
mów tak do mnie. – oznajmiłam twardo schylając się po rzeczy, które przed
chwilą mi wypadły.
-Mogę
mówić do ciebie jak tylko chcę, pamiętasz? Jesteś moja.
-Do
cholery jasnej nie jestem twoja ! Nie jestem niczyja ! Jestem człowiekiem a nie
rzeczą ! – wybuchnęłam, a on w odpowiedzi się zaśmiał.
-I
tu się Diano mylisz.
-Z
niczym się nie mylę. – odparłam kładąc swoje ręce na ramionach.
-Jesteś
tego pewna?- spytał stawiając w moją stronę krok. Mimowolnie zrobiłam także
krok do tyłu zwiększając pomiędzy nami przestrzeń. – Oh, przestań już w końcu
ode mnie uciekać.
-Jak
mnie wczoraj znalazłeś?
-A
nie wiedziałem, że zastanę taką piękną dziewczynę jak ty w klubie.- wzruszył
ramionami.
-Nie,
o to mi chodzi. Skąd wiesz gdzie mieszkam? Zgubiliśmy cię.
-Ah...
o to.. więc, twój taksówkarz, ma marny wzrok, wystarczyło trochę bardziej
zwolnić i udawać, że się skręca, choć tak naprawdę zgasiłem światła. –
wyjaśnił, a mi serce podskoczyło do gardła. Śledził nas do końca....
-Skąd
wiesz, gdzie studiuję? Z kim miałam teraz lekcję? Skąd wiesz co robiłam? –
zalałam go pytaniami a on po prostu się zaśmiał.
-Tu
już mam swoje wtyki.
-Po
co to robisz?
-Mówiłem
ci.
-Dlaczego
ja?
-Bo
jesteś moim ideałem.- powiedział, a mnie po prostu zamurowało. Stałam i gapiłam
się na niego jak na jakiś posąg, a on czekał na moje słowa w niecierpliwieniu
uznając po tym jak stąpał nogami na prawo i lewo.
-Nie
musiałeś tego robić w taki sposób.
-Owszem,
musiałem. Jestem Louis Tomlinson, ze mną nie jest tak łatwo. – wyjawił swoje
nazwisko, a do mojej głowy nagle naszła przemowa taksówkarza „Tomlinson to
jeden z najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie. Powala jednym ciosem i
podobno miesza się w różne nielegalne rzeczy. Jeśli to on to z całego serca
pani współczuję.”
-A
co jeśli ja cię nie lubię i chcę odejść i nigdy więcej nie widzieć ciebie na
oczy?
-To
między innymi masz pecha. Jesteś już moja i sama się do tego przyzwyczaisz, nie
długo sama będziesz chciała mnie na swoim każdym kroku.
-O
nie, nie Tomlinson. Nie owiniesz mnie wokół własnego palca, nie ma takiej mowy.
-Zobaczymy
słoneczko. – oznajmił po chwili, po czym natychmiastowo się do mnie przybliżył
i przysunął swoje usta do mojego policzka. Musnął je a następnie schylił się
aby musnąć piekące miejsce schowane za kotarą moich włosów. – Nie kryj tego,
niech ludzie wiedzą. – dodał biorąc kosmyki włosów kładąc je z powrotem, lecz
teraz na plecach, całkiem odsłaniając zaczerwienione miejsce. – Do widzenia
Diano. – oznajmił po chwili odwracając się napięcie i ruszając do swojego
czarnego wielkiego auta.
A
co ja robiłam? Stałam jak słup soli i nie mogłam nic zrobić. Patrzyłam się na
niego jak odchodził w pełni oszołomienia. Jednak kiedy wyjechał poza teren
parkingu do mojego ciała wtargnęło powietrze, które nie wdychałam od kiedy
Louis przekroczył moją barierę bezpieczeństwa. Podparłam się ramieniem o murek
przy schodach i zaczęłam szybko oddychać, próbując unormować swoje serce, a
kiedy to w końcu nadeszło zakryłam po raz kolejny malinkę i wolnym krokiem
ruszyłam ku przystankowi oglądając się dookoła czy na pewno czarny Range Rover
mnie nie obserwuje.
-Diana?
Diana to ty?- spytałam cienki głosik dochodzący z salonu.
-Tak,
spokojnie, to ja.- powiedziałam
ściągając fioletowe vansy z stóp.
-Muszę
ci coś natychmiast powiedzieć, szukałam w internecie wiadomości o tym twoim
Louisie.
-On
nie jest mój.- szybko zaprzeczyłam opadając na sofę koło przyjaciółki.
-Dobra,
nie ważne. Więc szukałam, szukałam i znalazłam. Nawet zapisałam to w zakładce.
Czekaj..- powiedziała, i od razu zaczęła coś przeglądać klikając jak
najszybciej w klawiaturę.
-Spotkałam
go. – powiedziałam cicho, a po domu rozniosła się cisza.
-Co?!
– krzyknęła przeraźliwie.
-Był
na parkingu, rozmawialiśmy i co chwile powtarzał, że jestem jego. A kiedy
spytałam go, dlaczego ja, powiedział, że dla niego jestem idealna.
-O
mój boże.-to był jedyny dźwięk, który wydostał się z jej ust, a ja wzruszyłam
ramionami zaciskając przy tym też wargi, nie wiedząc nawet dlaczego. Chciałam
tym jakoś powstrzymać łzy, które chciały się wydostać i nawet troszkę to
pomogło. – Muszę ci to przeczytać. – powiedziała cicho po chwili.
-Mów.
-Słuchaj...
Louis Tomlinson, najniebezpieczniejszy i najgroźniejszy człowiek w Londynie,
jak nie w całej Anglii. Wraz z pięcioma przyjaciółmi prowadzi gang, który
zajmuje się dilerką. Wraz z nimi organizuje też nielegalne wyścigi z innymi
gangami decydującymi o dany podział Londynu. Już ci mówię o co chodzi. –
powiedziała, po czym znów usłyszałam szelest klawiatury.- Podział Londynu u najgroźniejszych
gangów. Chodzi tu o to, że miasto podzielone jest na kilkanaście części i
wszystkie są zajęte przez jakiś tam gang. Przeciwnicy starują w nielegalnych
wyścigach, gdzie wygrany otrzymuję jakąś część Londynu. Podobno najwięcej ziemi
ma gang Louisa Tomlinsona. – wyczytała na jednym wydechu a mi zamarło serce.
-W
jakiej jesteśmy części?- spytałam cicho.
-Nie
wiemy kto jaką część ma.
-Dobra,
dokończ o nim.
-Okej...
więc tak. Louis Tomlinson jest najbardziej poszukiwanym u straży prawa, jednak
jest niczym ninja i za żadne skarby nie mogą go znaleźć. Dlatego policja
odkłada sprawę na bok, a Tomlinson żyje sobie na wolności.
-To
wszystko? – spytałam cicho kiedy zamilkła.
-Taa...
nic tu takiego już ważnego nie ma- mruknęła, a ja kiwnęłam twierdząco głową
przyjmując do głowy dane informacje. Schowałam twarz w rękach i zaczęłam
oddychać głośno i nierównomiernie.
-Więc...
– zaczęła przyjaciółka.
-Co
więc?- warknęłam.
-Ładny
chociaż?
-Sierra
! – krzyknęłam spoglądając na nią, a ona przybrała niewinny wyraz twarzy.
-No
co no.
-To
nie jest śmieszne. Uwziął się na mnie jakiś niebezpieczny gościu, który może mi
zrobić coś bardzo złego jak nie będę się jego słuchać.
-Oddaj
mu się i da ci spokój.
-Co?
Zwariowałaś! Nie będę tracić dziedzictwa dla takiego dupka, ten pierwszy raz
miał być wyjątkowy a nie, na szybko i w zapomnienie.
-Aaa
może Louis będzie tym wyjątkowym?
-Czy
ty kompletnie oszalałaś?!
-Diana,
ale może on nie jest taki jaki się wydaje? – spytała, a ja spiorunowałam ją
wzrokiem.
-To
nie ciebie wczoraj nękał w klubie, to nie on śledził cię do domu, to nie on
wkradł się do twojego domu, to nie on nie wiem jakim cudem wytrzasnął twój
numer telefonu, to nie on wie gdzie chodzisz na studia, to nie on zatrzymał cię
na parkingu! – krzyknęłam, ale od razu tego pożałowałam, nigdy nienawidziłam
tego robić moim bliskim, ale niestety jestem osobą, która szybko wybucha.-
Przepraszam. – szepnęłam po chwili
-Diana...
czytałam też, że Tomlinson miał narzeczoną. – powiedziała patrząc na stół, a
moje gałki oczne znacznie się poszerzyły.
-Czemu
mi tego nie przeczytałaś? – spytałam z wyrzutem.
-J-ja
naprawdę nie wiem. – wyszeptała a ja rzuciłam się na laptopa patrząc na daną
stronę.
„Zanim Tomlinson stał się niebezpiecznym
człowiekiem był całkiem normalny, nie wliczając tego, że ciągle uczestniczył w
nielegalnych wyścigach. Miał przy sobie piękną brunetkę o imieniu Eleanor i
nadchodzące na świat dziecko. Jednak pewnego dnia, kiedy jechali do szpitala na
badania kontrolne (był to grudniowy dzień) na drodze było ślisko. Tomlinson
jechał za szybko i wpadli w poślizg. Louis
leżał długo w śpiączce, natomiast jego dziewczyna była na początku
zdrowa, jednak dziecko zginęło. A w tym samym dniu kiedy Tomlinson się obudził,
Eleanor zmarła.
Kiedy
Tomlinson wyzdrowiał popadł w nałóg. I tak oto powstał nowy Louis. Czy da się
go powrócić do żywych?”
Nie
wiem ile razy to przeczytałam. Pięć, sześć? A wciąż nie mogłam uwierzyć. To
było takie nierealne, no ale jednak to się wydarzyło. I kiedy ponownie chciałam
to przeczytać po pokoju rozniósł się dźwięk mojego telefonu świadczący o tym,
że dotarł do mnie sms. Odłożyłam laptopa obok siebie i sięgnęłam po urządzenie,
gdzie następnie odblokowałam telefon i zaczęłam czytać daną wiadomość.
Cześć aniołku
Mam dla ciebie super wiadomość !
Bądź jutro gotowa na 19, będę pod domem
Jeśli chcesz wiedzieć to będziesz moją
towarzyszką na imprezie
Louis x.
-Co
jest? – spytała Sierra
-Idę
jutro na imprezę.
-Z
Markiem i z Mayą? – dopytała się a ja kiwnęłam przecząco głową. – To z kim?
-Z
Louisem.- wyszeptałam.
**
Cześć
i czołem.
W
końcu wam dodaję ten rozdział, po wieeeeeeeeeeeeelu poprawkach i myślę, że
ujdzie.
Dziś
trochę krótszy, no bo miałam taką ochotę, ale może coś rozwinie się w
następnych rozdziałach, zobaczymy.
Teraz
was już was nie zanudzam, ale monotonnie zapodam wam suchara
-Lektor
XDDDDD
dobra, narazka
omg, to ff jest naprawdę genialne! Już wiem, że zostało jednym z moich ulubionych! x
OdpowiedzUsuńJejku to naprawdę super FF.
OdpowiedzUsuńUwielbiam je x
@This_Bullshiit
next;**
OdpowiedzUsuńSuper ^^
OdpowiedzUsuń