-Wszystkie wyniki są pozytywne, organizm przyjął doskonale przeszczep,
nie powiem jestem z Pani dumny. – powiedział lekarz szeroko się uśmiechając.
-B-będę żyć ? – spytałam cicho.
-Tak, proszę Pani. Jestem pewny, że pożyje Pani minimum sto lat ! –
zaśmiał się, a moje oczy natychmiastowo się zaszkliły. – Cieszymy się, że
przeszczep się udał, jednak to od Pani zależy czy tak pozostanie. Mimo, że organizm
dał sobie radę jest bardzo słaby, dlatego ma Pani za zadanie dbać o niego.
Żadnego alkoholu, żadnych używek i broń Boże żadnych innych niebezpiecznych
rzeczy.
-Oczywiście panie doktorze, nawet mi na myśl nie przyszło o takiej
rzeczy. Dotychczas mogłam bez tego żyć to i teraz wcale to nie będzie trudne,
bardzo dziękuję państwu za pomoc. Gdyby nie wy... już dawno byłabym nawozem. –
powiedziałam cicho przecierając oko.
-Nie płacz kochanie, już wszystko jest w porządku. Idź, rusz w świat,
załóż rodzinę, dokończ studia, pracuj i ciesz się życiem. To jest
najważniejsze. – rzekł lekarz po czym podał mi chusteczkę na otarcie łez, które
wydostały się poza oczy i zaczęły mi psuć makijaż.
-Naprawdę dziękuję.
-Bóg zapłać dziecinko, odwiedzaj nas co miesiąc czy dwa na badania
kontrolne, będziesz zdawać mi relacje z życia.
-Oczywiście panie doktorze.
-Oh, przejdźmy na ty, jesteśmy prawie w tym samym wieku i znamy się
dosyć długo. David jestem. – powiedział wyciągając w moją stronę swoją rękę.
-Diana.- odrzekłam oddając uścisk i uśmiechając się szeroko.
-Idź Diana w świat, ale wróć za dokładny miesiąc. – powiedział po czym
krótko mnie uścisnął. Oddałam uścisk po czym wyswobodziłam się i wyszłam z
gabinetu jeszcze raz dziękując i żegnając się.
Po opuszczeniu muru szpitala odetchnęłam z wyraźną ulgą. Już tutaj
nie wrócę, szepnęłam i po raz kolejny otarłam oko powstrzymując łzę, która
chciała spłynąć po twarzy.
Byłam wolna.
Z dala od tych urządzeń, które podtrzymywały moje życie. Byłam bez
opieki kochanej Sue, która była na każde moje zawołanie, bez tej obawy, że
zasnę i już nie wstanę.
-Będę żyć ! – krzyknęłam i zaczęłam się śmiać.
Spokojnie można nazwać mnie najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. To
cudowne uczucie, kiedy nikt nie dawał ci żadnej szansy, a tutaj ciągle jesteś,
zdrowa. Ruszyłam na przód lekko podskakując. Cieszyłam się jak małe dziecko,
które dostało zabawkę o którym od dawna marzyło.
Bo właśnie dostałam, życie.
W tym momencie natychmiastowo sobie przypomniałam o obietnicy, którą
złożyłam przed wyjściem mojej przyjaciółce. Sięgnęłam do swojej podręcznej
torby i wyszukałam w niej mały telefonik. Wybrałam właściwy numer i przysunęłam
urządzenie do ucha.
Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trzeci sygnał...
-Halo?- spytał cichutki głos.
-Maya? Jesteś mocno zajęta?
-Diana! Nie, oczywiście, że nie! Już wyszłaś od lekarza?
-Tak, właśnie wyszłam ..
-I co? Co mówili ? Jak przeszczep? Wszystko jest dobrze? – zalała mnie
pytaniami a ja dźwięcznie się zaśmiałam.
-Świat jest cudowny Maya, będę żyć. Wszystkie wyniki są doskonałe,
organizm świetnie przyjął przeszczep. Będę żyć, słyszysz? Żyć !
-Jesu Diana, przychodź do mnie jak najszybciej ! Muszę cię wyciskać
słońce ty moje!- zawołała a ja po raz kolejny się zaśmiałam.
-Już idę,
spokojnie. – powiedziałam po czym nacisnęłam czerwony przycisk.
~7 miesięcy później~
Muzyka odbiła
się echem po klubie, a ja kiwałam się w rytm muzyki w prawo i lewo popijając
swój sok pomarańczowy. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego namówiłam się na
przyjście tutaj. Mark od godziny zostawił mnie i Mayę przy barze i tańcuje z
innymi kobietami na parkiecie, a wspomniana przyjaciółka poszła do łazienki
dwadzieścia minut temu i po tym ślad po niej zaniknął. Grzebałam w swoim
telefonie poszukując czegoś co mnie zainteresuje. Na marne. Odłożyłam go na
blat i wypiłam kolejny duży łyk z szklanki.
-Co pani taka
samotna?- usłyszałam za sobą głos, a raczej krzyk. Odwróciłam głowę i ujrzałam
wysokiego bruneta, który posyłał mi zniewalający uśmiech.
-Przyjaciele
mnie zostawili i gdzieś się tam zabawiają.- odrzekłam wzruszając ramionami i
wracając do poprzedniej pozy. Jednak nie zostałam długo samotna. Krzesło obok
mnie odsunęło się kawałek do tyłu, powracając po chwili do tego samego miejsca,
lecz na nim siedział widziany chwilę temu mężczyzna.
-Drinka? –
spytał spoglądając na mnie.
-Nie,
dziękuję. Nie piję.
-Taksówka cię
odwiezie do domu.
-Hm?- spytałam
zdezorientowana tekstem bruneta.
-Jeżeli jesteś
autem, to mogę przysiąc, że jeśli wypijesz ze mną jednego drinka, taksówka
dostarczy cię bezpiecznie pod twój dom.- wyjaśnił, a zachichotałam.
-Nie jestem
kierowcą... nawet nie mam prawa jazdy.
-To czemu nie
wypijesz ze mną?- dopytywał się a ja podniosłam brew dokładnie skanując jego
twarz.
-A czego ty
jesteś taki ciekawski ? – odpyskowałam, gdzie tym razem to on cicho się
zaśmiał.
-Zapytałem
pierwszy... więc?
-Sprawy
osobiste. Nieznajomym wstęp wzbroniony.- rzuciłam. – Twoja kolej.- dodałam po
chwili.
-Niezbyt
zainteresowała mnie ta odpowiedź. Może tak jednak coś od ciebie wyciągnę?
-Nie ma mowy,
no mów.
-Co?- spytał
udając głupiego.
-Odpowiedz na
moje pytanie.- powiedziałam, po czym dopiłam swój sok.
-W przyszłości
się dowiesz skarbie. Masz moje słowo. Więc może skusisz się na sok? Ja stawiam.
– oznajmił a ja kiwnęłam lekko głową. Od razu zwrócił się do barmana zamawiając
sobie drinka a mi sok. – Czemu jesteś tak zamyślona ?- spytał.
-Myślę nad
tym, czemu mówisz w przyszłości. Spotykam cię pierwszy i ostatni raz.
-Żebyś
kochanie się nie przeliczyła. Spodobałaś mi się. Bardzo.- powiedział swoim
uwodzicielskim głosem.
-Księciu, to
nie moja bajka, nie lecę na takie teksty.- sprostowałam po czym wzięłam za
swoje manatki i odeszłam od blatu.
Kierowałam się
w głąb parkietu aby zgubić prześladujące oczy. Jednak kiedy byłam pewna, że go
zgubiłam poczułam jak czyjaś ręka uwięźnia mój nadgarstek i popycha na ścianę.
-Nikt mi nie
ucieka, rozumiesz?- zawarczał mi do ucha, a po moim ciele mignęły zimne
dreszcze. To był ten moment, kiedy do mojego życia powrócił strach. -
Odpowiedz.
-R-rozumiem.
-Chodź.
Zatańcz ze mną.- rzekł po czym pociągnął mnie w stronę tańczącego tłumu. Na
miejscu odwrócił mnie i przyciągnął do swojego torsu układając swoje ręce na
moich biodrach.
-Gdzie moje
maniery aniołku. Louis jestem. – wyszeptał mi do ucha.- A
ty?
-Diana.
-Hmm.. Diana.
Wojowniczka, z charakteru też?
-Tak, dlatego
mnie lepiej zostaw.
-Po moim
trupie aniołku. – powiedział po czym odwrócił mnie przodem do siebie. Jego oczy
znacznie pociemniały od kiedy widziałam je ostatniego razu. Zaczął przybliżać
swoją twarz do mojej i kiedy myślałam, że mnie pocałuje zniżył swoją głowę i
przyssał się do mojej szyi. Jęknęłam cicho kiedy na swojej skórze poczułam jego
zęby, które lekko ją przegryzały. Wplątałam swoje ręce w jego włosy i lekko za
nie pociągnęłam myśląc, że ten gest odciągnie go ode mnie, jednak to tylko
pogorszyło sprawę. Mruknął cicho i bardziej wpił w skórę co wykorzystało się
moim głośniejszym jękiem.
Gdy w końcu
naszła ulga, kiedy odczepił zęby poczułam jak językiem przejeżdża po zranionym
miejscu, a następnie chucha po niej swoim zimnym przepełnionym alkoholem
oddechem. Zacisnęłam zęby i spojrzałam na sprawcę. Uśmiechał się w pełni
zadowolenia tym co zrobił przed chwilą.
-Podobało się
Diana? Mam nadzieję, że tak, bo od teraz jesteś moja.- mruknął puszczając
oczko.
-Dupek.-
sprostowałam po czym natychmiastowo się odwróciłam i zaczęłam biegiem
przepychać się w tłumie spoconych ludzi. Kiedy widziałam już drzwi sięgnęłam po
telefon i sprawdziłam godzinę.
23:41
Spóźniłam
się na ostatni autobus, który mógłby odwieźć mnie do domu. Wybrałam szybko
numer linii pobliskich taksówek i zamówiłam jak najszybciej jedną z nich.
Następnie popchnęłam wielkie metalowe drzwi i poczułam nagły przypływ zimnego
powietrza. Ciasno oplotłam się swoimi ramionami i zaczęłam stukać obcasami o
zimny podest. W mojej głowie, pojawił się obraz dzisiejszego wieczoru,
namawianie, zgoda, przyjście, on.
I
te słowa „od teraz jesteś moja”. Założyłam na siebie marynarkę i kiedy
zobaczyłam w dali dwa światełka równolegle do siebie położone usłyszałam huk
drzwi i krzyk.
-Diana
! – zawołał głos, który już dobrze poznałam. Przez ciało przeszedł kolejny
dreszcz i fala strachu. Energetycznie zaczęłam machać rękoma, tak, żeby
taksówka jak najszybciej mnie odnalazła. Kiedy był już zaledwie dziesięć metrów
od mojej osoby, pojazd zatrzymał się, a ja natychmiastowo otworzyłam drzwi i
wsiadłam do środka.
-Niech
pan jak najszybciej rusza ! – prawie krzyknęłam. Samochód ruszył z piskiem opon
i już po chwili wyjechał zza posesji klubu odetchnęłam z wyraźną ulgą. Już
go nigdy nie spotkam...
-To
pański chłopak? – spytał taksówkarz, a ja spojrzałam na niego ze znużonym
wzrokiem.
-Nie,
dlaczego pan pyta?
-Ponieważ
od kiedy wyjechaliśmy śledzi nas tym czarnym Range Roverem i ma pani ...
malinkę. – powiedział patrząc na mnie z przedniego lusterka. Moje oczy
natychmiastowo się rozszerzyły. Obróciłam głowę do tyłu i zauważyłam inne auto,
które było gdzieś pięćdziesiąt metrów od nas.
-Zapłacę
za wszystkie mandaty, ale błagam niech pan go zgubi.- rzuciłam błagalnie na co
skinął głową i znacznie przyśpieszył.
W
moich oczach pojawiły się łzy a serce stanowczo przyśpieszyło. Oddech również
stał się szybszy i płytki. Czemu on nie może dać mi cholernego spokoju ?! Jeśli
poszukuje przygody na jedną noc, to jestem pewna, że w tym klubie było o sto
kroć piękniejsze i chętne kobiety.
I
wtedy doszła do mnie druga część zdania, malinka.
Natychmiastowo
chwyciłam pieczące miejsce i syknęłam z bólu. Przyjrzałam się swojemu odbiciu w
lusterku.
-O
mój boże.- jęknęłam zrezygnowana doprowadzając się do cichego łkania.
-Coś
nie tak panienko?
-Tak,
właśnie tak. Po jaką cholerę namówiłam się znajomym na ten wypad? Siedziałabym
sobie teraz na kanapie oglądając jakąś beznadziejną komedię romantyczną
popijając gorącą czekoladą, ale nie ! Muszę uciekać przed jakiś ledwo poznanym
facetem, który zrobił mi malinkę, goni mnie i do tego powiedział, ze jestem już
tylko jego własnością ! – krzyknęłam i schowałam twarz w dłonie.
-Wie
pani jak on ma na imię? Może trzeba to zgłosić na policję? – oznajmił a ja
popatrzyłam na niego.
-Wiem
tylko, że Louis. Wysoki brunet, niebieskie oczy, dużo tatuaży na ciele.
-Ten
Louis? – powiedział z obawą w głosie. – Louis Tomlinson ?
-J-ja
nie wiem... to Londyn, wiele tu jest mężczyzn o takim imieniu.
-Ale
z opisu znam tylko jednego, i tego najpopularniejszego.
-O
czym pan mówi?
-Tomlinson
to jeden z najniebezpieczniejszych ludzi w Londynie. Powala jednym ciosem i
podobno miesza się w różne nielegalne rzeczy. Jeśli to on to z całego serca
pani współczuję.
-Dlaczego?
-Jeśli
Tomlinson obiecuje coś, że jakaś rzecz jest jego to tak musi być.
-Ale
ja nie jestem rzeczą!
-Według
tej malinki jest pani oznaczona, przykro mi.- powiedział ze współczującym
tonem.
-To
na co pan czeka ? Niech pan jedzie na posterunek !
-Nie
mogę proszę pani, policja tu nic nie zrobi a ja mogę umrzeć. Przykro mi.
-Powtarza
się pan z tym ‘przykro mi’. Błagam, niech pan coś zrobi.
-Niech
mi pani szybko poda adres, myślę, że go zgubiliśmy.
-Down
Street 43*
Kierowca
skręcił w drugą uliczkę i nie zwalniając tempa jechał na przód. Oparłam głowę o
zagłówek zamykając przy tym oczy i odetchnęłam głośno.
Mam
przechlapane.
-Proszę
pani jesteśmy na miejscu.- oznajmił mężczyzna, a ja zamrugałam oczami.
-Bardzo
panu dziękuję za pomoc. Proszę. – podałam banknot z napiwkiem i wyszłam z
samochodu.
-Niech
pani dokładnie zamknie dom.
-Oczywiście,
dziękuję.- rzuciłam i biegiem ruszyłam do drzwi. Kiedy je zamknęłam spojrzałam
w okienko. Taksówka odpaliła i odjechała spod mojej kamieniczki. Spojrzałam
jeszcze raz na mahoniowe drzwi i podeszłam do nich. Kilka razy ruszyłam klamką,
sprawdzając czy dobrze je zamknęłam. Na wszelki wypadek jeszcze raz
przekręciłam kluczyk i ruszyłam na górę. Weszłam do swojego pokoju po cichu od
razu zapalając światło. Nigdy nie bałam się być w swoim domu tak jak teraz.
Diana,
zgubiliście go, nie bój się ,
mówił głosik w mojej podświadomości. Jednak mimo wszystko jego słowa dobitnie
zapadły mi w pamięci. Kiedy ze skanowałam pokój i uświadomiłam sobie, że jestem
sama ruszyłam do okna.
Pokój
Sierry rozjaśniało światło, dlatego natychmiastowo sięgnęłam do torebki po
telefon następnie wybierając do niej numer.
Sierra
to od młodości moja tak zwana przyjaciółka z sąsiedztwa. Znamy się od kołyski,
ponieważ jesteśmy w tym samym wieku, tylko że ja urodziłam się dziesięć dni
wcześniej od niej. Tak, nasze mamy nawet leżały na tej samej porodówce. Do tego
zawsze się z nią dogaduję i zawsze się świetnie bawimy.
-Co
jest? –spytała spoglądając w okno i machając do mnie.
-Sierra,
chodź do mnie na noc. Boję się.
-Diana?
Czekaj już idę, tylko powiem rodzicom. – oznajmiła po czym natychmiastowo się
rozłączyła. Widziałam jak bierze podręczną torbę i pcha do niej pierwsze lepsze
ciuchy. Następnie wychodzi z pokoju gasząc przy tym światło. Odeszłam do okna i
rzuciłam się na łóżko. Skuliłam się w kłębek i zaczęłam cicho popłakiwać.
Ostatnim
razem bałam się tak osiem miesięcy temu przed operacją, która miała zadecydować
o moim życiu. Od tamtej pory zapomniałam jak okropne było to uczucie i nie
chciałam żeby kiedykolwiek powróciło.
Jednak
los chciał inaczej...
W
domu rozniósł się dźwięk dzwonka. Podniosłam się przecierając oczy i ruszyłam
cicho w stronę drzwi.
-Diana
to ja, Sierra.- powiedziała cicho. Natychmiast otworzyłam drzwi i przytuliłam
przyjaciółkę.
-Sierra,
tak bardzo się boję, - powiedziałam łamanym głosem.
-Csii..
chodź do pokoju, zaparzę herbatę i wszystko mi wyjaśnisz. – oznajmiła po czym
poszła w stronę kuchni a ja ruszyłam do salonu zapalając światło. Moje oczy
powędrowały na drzwi balkonowe, które były otwarte...
-Sierra
! – zawołałam. Dziewczyna natychmiastowo wbiegła do pokoju i popatrzyła na mnie
szeroko otwartymi oczami.
-Drzwi...
są otwarte. Przed pójściem na górę je sprawdzałam i były zamknięte. Jak boga
kocham.
-O
boże. – sprostowała po czym podbiegła do drzwi i je zamknęła z prędkością światła.
Następnie zasłoniła rolety i spojrzała na mnie.
-Diana,
o co do cholery chodzi?
-To
dosyć długa historia, radzę usiąść.- mówię po czym sama zasiadam na kanapie.
Już kiedy z moich ust miało wydobyć się jakiekolwiek słowo zauważyłam karteczkę
na stole. Sięgnęłam po nią i zaczęłam czytać mały liścik napisany schludnym
pismem.
Nie bój się mnie aniołku
Nie zrobię ci krzywdy
Louis x.
Ps . Jesteś moja.
-O
cię cholera.
**
Trututututututututu majtki z drutu !
Tak oto miło was witam.
Więc widzicie, szykuje się nowe opowiadanko, a głównym jego bohaterem będzie Louis :3
Rozdziały będą dodawane tylko wtedy kiedy będę miała czas.
To na razie tyle.
Mam nadzieję, że napiszecie swoją opinię w komentarzu, bo to dla mnie ważne czy pisać dalej czy mam się raczej zamknąć.
Koniec ogłoszeń parafialnych, teraz czas na mojego suchara.
Idzie Chopin i BACH.
Woow. Podoba mi się bardzo . Czekam na kolejne rozdziały.
OdpowiedzUsuńI czy mogła byś mnie informować ? @This_Bullshiit
Super rozdział ;) Czekam na nexta <3
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział *___*
OdpowiedzUsuń